Pawilon na EXPO w Szanghaju, Chiny
- Na tle tego stalowo-plastikowego Expo, a tak wyglądało ok. 90 proc. pawilonów innych krajów, nasz wyróżniał się jako ciepły, drewniany i pachnący - mówi architekt Natalia Paszkowska, współautora.
Projekt konkursowy z 2007 r. zrealizowany w 2010 r. zrobił furorę. Obiekt był oblegany w Szanghaju. Elewacje inspirowane ludowymi wycinankami spodobały się Chińczykom, który mają swoją tradycję pięknych i precyzyjnych wycinanek z papieru. W nocy pawilon świecił niczym lampion, wycięte wzory stawały się wtedy jeszcze wyrazistszym ornamentem.
Pawilon miał stalową konstrukcję, elewacje zostały wykonane ze sklejki, wzory były wycinane frezarką sterowaną cyfrowo. Elementy, które - wypadły - po wycięciu, wykorzystano do wykonania mebli - siedzisk na zewnątrz. Architekci chcieli, by po budynku dało się chodzić. Spacer miał się kończyć na dachu. Inwestor (PAIZ Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych) uznał, że to zbyt niebezpieczne.
Budżet był początkowo kalkulowany na poziomie ok. 80 mln zł, zaczął się kryzys, Polska miała się wycofywać z Expo. Na szczęście tak się nie stało. Wersja oszczędnościowa pawilonu za ok. 11 mln zł spełniła swoje zadanie promocyjne z naddatkiem. Ktoś skopiował projekt WWAA w Dubaju, o czym architekci dowiedzieli się od pewnego prawnika z tego miasta. Obiekt tymczasowy zniknął.
Po polskim pawilonie z Szanghaju o powierzchni 2,4 tys. m kw. nie ma śladu. Pierwotny zamysł był taki, by wszystko dało się zdemontować do ponownego wykorzystania w nowym miejscu. W wersji oszczędnościowej i z powodu różnych przeszkód obiektywnych okazało się to niemożliwe. - Nie mamy nawet jednego elementu z elewacji z wycinanką - ubolewają Natalia Paszkowska, Marcin Mostafa i Boris Kudlička (autor części ekspozycyjnej).
Materiały prasowe
Wszystkie komentarze