Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aleksiej przyjechał z Mińska do Warszawy razem z żoną w zeszłym roku, już po sfałszowanych wyborach prezydenckich i w trakcie wielkich ulicznych protestów. Ma 27 lat. W Mińsku pracował w sklepie, w którym było coraz więcej kontroli. Nie mogli dłużej tam normalnie żyć, żona znalazła pracę w Polsce, więc wyjechali.

- Gdy przyjechaliśmy do Polski, nie mieliśmy pojęcia, od czego zacząć organizację naszego pobytu tutaj - opowiada Aleksiej. - Nie wiedzieliśmy nawet, jak kupić bilet na autobus. Wiemy, że teraz do Warszawy przyjeżdża mnóstwo Białorusinów, którzy znaleźli się w sytuacji podobnej do naszej. Chcemy, żeby poczuli się tutaj lepiej. I znaleźli wsparcie.

Restauracje w Warszawie. Białorusini założyli Not1984

Zdecydowali się odkupić od poprzednich właścicieli białoruską restaurację. - Chcemy organizować spotkania dla Białorusinów i innych obcokrajowców. Doradzimy, pomożemy w praktycznych sprawach - powiemy, jak zdobyć meldunek, jak uzyskać PESEL. A wieczorem zaprosimy na piwo. Chcemy, żeby społeczność tutaj żyła i mogła się wygadać - mówi Aleksiej.

Można u nich zjeść specjały kuchni białoruskiej. W menu są różne rodzaje maczanki, czyli zupy z chlebem i kilkoma rodzajami mięs, draniki, czyli placki ziemniaczane z mięsem i grzybami, a także zwykłe placki ziemniaczane. Do picia słynna herbata rokitnikowa. Gotuje Aleksiej. - Dla mnie w tych daniach nie ma nic trudnego. W domu od zawsze tak gotowałem, a wcześniej moja mama i babcia - mówi.

Sytuację w Białorusi porównuje do kuchni: - To tak, jakbyśmy jedli przez 26 lat tylko kaszę gryczaną. Już dłużej nie możemy, chcemy zmienić jadłospis, ale nie wiemy jak. W Polsce ludzie mają wybór. U nas nie ma sprawiedliwych wyborów. Nie ma znaczenia, na kogo się zagłosuje, bo i tak zwycięzca jest jeden.

Boi się o rodzinę, przede wszystkim brata i rodziców, którzy pozostali w kraju. Niektórzy przyjaciele z Mińska też myślą o wyjeździe do Polski, ale boją się, że wtedy nie zostanie tam już nikt, kto będzie mógł walczyć o poprawę sytuacji.

Białorusini w Warszawie. "Założenie restauracji: zasady w miarę logiczne"

Aleksiej też ma wyrzuty sumienia: - Czasem myślę, że tutaj w niczym nie mogę Białorusinom pomóc. Chciałbym być tam i działać na rzecz kraju. Ale chcę też żyć w bezpieczeństwie. Zostawiliśmy tam wszystko. Nie mogę pracować w zawodzie, bo mój dyplom nie obowiązuje w Polsce. To był dla nas bardzo ciężki wybór. Tam mógłbym trafić do więzienia za kolor skarpetek, a tutaj mogę bezpiecznie żyć. Co wybrać? To miejsce jest po to, żeby jakoś pomóc.

Praktycznych informacji o tym, jak w Polsce otworzyć działalność, Aleksiej uczył się podczas warsztatów organizowanych w Białoruskim Domu, placówki, która wspiera działania prodemokratyczne w Białorusi i jest jednocześnie centrum informacyjnym dla Białorusinów w Polsce.

- Dowiedziałem się dużo o tym, jak prowadzić w Polsce restaurację. Zasady są w miarę logiczne. Jest lista rzeczy, które trzeba zrobić - mówi. - W Białorusi wszystko zależało od każdego kolejnego urzędnika, który przychodził na kontrolę. A kontrole były co chwilę, znacznie częściej niż w Polsce.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.