Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Asia i Marek mieszkają 10 km od granicy, Oliwia ma do Białorusi 6 km, Zosia i Ewa 4 km, tak samo jak Kamil. To bohaterowie „Granicy obojętności", filmu dokumentalnego Antoniego Pawlickiego, który rozmawiał z mieszkańcami pasa granicznego. 

 

Aktor, znany z filmu „Papusza" i serialu „Czas honoru", pierwszy raz pojechał pod granicę, a konkretnie do Michałowa, pod koniec października. Tam zobaczył skalę problemu i obrazki, jakich nie widział w mediach. - Rozmawiałem z burmistrzem Michałowa, a potem z ludźmi, którzy na co dzień starają się pomóc uchodźcom. Poruszyło mnie to i zacząłem się zastanawiać, co mogę zrobić - opowiada Pawlicki. Wtedy zawiózł razem z przyjaciółmi jedzenie i ubrania, ale postanowił wrócić i porozmawiać z mieszkańcami Puszczy Białowieskiej. Film można w całości zobaczyć na YouTubie. 

Jak szukał bohaterów? - Znałem ludzi, którzy prowadzą nieopodal gospodarstwo agroturystyczne. Podali mi numery telefonów do mieszkańców, którzy pomagają uchodźcom, a ci do kolejnych - opowiada Pawlicki. Nie znał wcześniej bohaterów swojego filmu i przyznaje, że obawiał się, czy mu zaufają. - Ale w trakcie okazało się, że to forma terapii. Są umęczeni, zbierają ubrania i jedzenie, biegają do lasu, odbierają telefony, są na granicy wytrzymałości. Widzą przerażające sceny, mają świadomość, że ich pomoc jest kroplą w morzu potrzeb, mają zespół stresu pourazowego i poszarpaną psychikę, nie mogą spać w nocy. Mimo tego pomoc jest dla nich naturalna, mają moralny imperatyw uratowania ludzi, którzy umierają kilkaset metrów od ich domów - przyznaje aktor. 

Film "Granica obojętności". Migranci uciekają przed żołnierzami 

Codzienność wolontariuszy przypomina życie w okupowanym kraju, w którym obywatele są odcięci od informacji, a po pracy zajmują się pomaganiem obcym.

- Zaczęło się widywać ludzi coraz częściej, 1 września było normalnie, a dzień później mieliśmy stan wyjątkowy. Jeździ szczekaczka policyjna i nadaje: mieszkanie w strefie stanu wyjątkowego, nie wychodź z domu, jeśli nie musisz - opowiada w filmie Antoniego Pawlickiego Oliwia. Dwa miesiące temu zorganizowała razem z innymi mieszkańcami gminy Białowieża spotkanie, na którym wspólnie zastanawiali się, co mogą zrobić. Wtedy nie przypuszczali, że uchodźcy będą po kilkanaście razy przechodzili przez Puszczę Białowieską.

Kamil opowiada w filmie, że przy granicy wszyscy żyją plotkami, nikt nie jest w stanie zweryfikować pojawiających się informacji o dziesiątkach ciał leżących w lasach, o zakopywanych ciałach na polach, nie wiadomo, czy pogranicznicy wrzucają nieżywych uchodźców do rzek. Zofia i Ewa opowiadają o ludziach, którzy byli wielokrotnie wywożeni za granicę. - Spotykamy ich na ulicach i w lasach - mówią kobiety. Uchodźcy przedzierają się przez las do momentu, kiedy zostają wykryci przez funkcjonariuszy. - Dostają od Białorusinów alternatywę: Polska albo śmierć - mówi Kamil. 

Asia: - Spotkaliśmy wycieńczonych ludzi, którzy klękali przed nami i płacząc błagali o pomoc - opowiada. Pierwszą osobą, którą spotkała Ewa, była starsza kobieta. Gdyby nie udzielona pomoc, starsza pani umarłaby w lesie. - Kolega odbierał martwy płód - mówi Marek. 

Wszyscy mówią o tym, że liczy się natychmiastowa pomoc uchodźcom, którzy potrzebują dosłownie wszystkiego, od jedzenia po ubrania. - Musimy uciekać przed żołnierzami, bo nasza obecność w lesie to dla nich wskazówka, że w tym miejscu są uchodźcy - mówi Ewa. Marek i Kamil wpadli w zasadzkę Straży Granicznej. Opowiadają, że pogranicznicy są agresywni, stosują bezsensowną przemoc. - Zapytali, co robię w lesie o trzeciej nad ranem. No co mogłem robić w samochodzie pełnym jedzenia i ciepłych rzeczy? Można ściemniać, ale oni wszyscy wiedzą, o co chodzi. Spotkałem wtedy strażników, którym imponowało, że może kogoś zmusić do klęczenia z rękami nad głową, ale też takich, którzy biorą ode mnie jedzenie i dają ludziom - opowiada Kamil. 

Granica polsko-białoruska. Nikt nie zasługuje na śmierć w lesie

To przerażające opowieści. Po białoruskiej stronie żołnierze strzelają do uchodźców, polscy pograniczny wyłapują ludzi w lasach i - jeśli nie jesteś chorą kobietą - wywożą cię pod granicę. Białorusini ich okradają, niszczy im się karty telefoniczne, są bici, żołnierze próbują na nich zarobić, sprzedając im drogo różne produkty. Jak ci ludzie znajdą się po polskiej stronie na skraju śmierci, to mamy obowiązek pomóc i nie czekać na funkcjonariuszy - przyznaje Kamil.

Obojętność w tytule filmu dotyczy jednak części społeczeństwa, która nie angażuje się w pomoc uchodźcom. Linie podziału przebiegają przez wsie, rodziny, parafie. Małe społeczności antagonizują się: jedni pomagają, drudzy protestują, skupiają się wokół neonazistowskich grup, przebijają opony wolontariuszom, a cała reszta obojętnie się przygląda. - Te podziały zostaną z nimi na długo. Do tego należy dodać rodziny funkcjonariuszy. Oni też będą potrzebowali pomocy psychologicznej, w końcu wykonują rozkazy, czasem niechętnie - opowiada Antoni Pawlicki. Inna bohaterka filmu, Daria, porównała tę sytuację do Zagłady. Zadała pytanie, czy 80 lat temu też w tym samym miejscu nieliczni pomagali Żydom, część ich wydawała, a reszta była obojętna? 

Film to część akcji „Nikt nie zasługuje na śmierć w lesie". Biorą w niej udział aktorzy, którzy jeżdżą na granicę, organizują zbiórki, spotykają się z mieszkańcami i apelują o pomoc. „Człowieczeństwo nie ma nic wspólnego z barwami politycznymi. Kiedy pod naszym domem umiera człowiek z zimna i głodu, po prostu musimy mu pomóc. (...) Apelujemy o wpuszczenie na stałe do strefy stanu wyjątkowego służb medycznych i pomocy humanitarnej" – słyszymy w spocie wyreżyserowanym przez Jana Holoubka. W klipie występują biskup Rafał Markowski, Tomasz Kot, Agnieszka Więdłocha, Danuta Stenka, Dawid Podsiadło, Martyna Wojciechowska, Antoni Pawlicki, Magdalena Zawadzka, Grzegorz Markowski, Magdalena Różczka i Janusz Gajos. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.