Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lekkoatletka w panice uciekała z igrzysk w Tokio. Miała reprezentować kraj na igrzyskach olimpijskich w biegu na 100 i 200 metrów. Ale publicznie skrytykowała białoruski związek sportowy, który podczas igrzysk  próbował wystawić ją do biegu na 400 m, czyli kategorii, w której nigdy nie startowała.

Po tej krytyce białoruskie media podawały informacje o rzekomej chorobie psychicznej i problemach w życiu osobistym sprinterki. Z tych "powodów" związek zadecydował o jej wycofaniu z igrzysk i natychmiastowym sprowadzeniu do kraju. Ale powrót na Białoruś mógł skończyć się dla niej tragicznie, więzieniem lub innymi represjami. Cimanouską przymusowo dowieziono na lotnisko w Tokio, dopiero tam udało jej się poprosić o pomoc japońską policję. Podeszła do nich z jednym zdaniem przetłumaczonym w słowniku na telefonie: „Pomocy, próbują mnie przemocą wywieźć, grozi mi niebezpieczeństwo".

Kryscina Cimanouska: Mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli żyć normalnie

Udało się. Cimanouska skorzystała z propozycji azylu udzielonego przez Polskę i w sierpniu rozpoczęła życie w Warszawie. Teraz czeka na zakończenie procesu uzyskania polskiego obywatelstwa. W Warszawie znajduje się pod całodobową ochroną Służby Ochrony Państwa. Bez ich wiedzy nie mogą wraz z mężem opuszczać mieszkania. Każde wyjście jest najpierw uzgadniane ze służbami i musi odbywać się pod ich kontrolą. - Jeszcze nie do końca zaznałam życia w Polsce, bo cały czas jestem pod opieką SOP-u. Mamy nadzieję, że jeśli zakończy się proces udzielania nam obywatelstwa i dostaniemy paszporty, będziemy mogli zacząć żyć normalnie. Rozumiem, że to są względy bezpieczeństwa i czujemy się bardzo bezpiecznie. Nie boimy się. Ale może jest coś, o czym SOP nam nie mówi - mówi Kryscina z uśmiechem.

Kryscina Cimanouska: W Białorusi przez połowę sezonu trenowałam sama

Od października Cimanouska zaczęła trenować w klubie AZS AWF w Warszawie pod okiem trenera lekkiej atletyki Macieja Wojtkowskiego. Trenuje codziennie po kilka godzin w hali sportowej na Bielanach. Widzi ogromną różnicę w profesjonalizmie przygotowań i treningów, w porównaniu do tego, co znała z realiów białoruskich. - Gdy przygotowywałam się do igrzysk, przez większość czasu trenowałam sama albo z mężem, bo mój ówczesny trener, Austriak, nie przyjeżdżał na Białoruś, a ja nie dostałam pozwolenia na opuszczenie kraju, żeby trenować z nim w Austrii. To było już po zdarzeniach z sierpnia 2020 roku - mówi sprinterka. To wtedy reżim brutalnie zdławił uliczne protesty po sfałszowanych wyborach.

Z potencjału sprinterki zdają sobie sprawę władze AZS AWF, którzy robią wszystko by Kryscina osiągnęła swój najwyższy poziom. - Kryscina to młoda, a jednocześnie doświadczona zawodniczka. Z początku skryta, jednak przy bliższym poznaniu wnosząca dużo entuzjazmu i zarażająca swoją pracowitością. Zarówno trenerzy, jak i zawodnicy mają świadomość jakości sportowej Krysciny i drzemiącego w niej potencjału. Nasz klub w zeszłym roku zdobył złoty medal w sztafecie 4x100 m kobiet, a wzmocnienie sprinterskie sztafety zawodniczką pokroju Krysciny daje realne szanse nie tylko na obronę tytułu, ale również walkę o klubowy rekord Polski - mówi Michał Obukowicz, dyrektor klubu sportowego AZS AWF Warszawa.

Bartosz Molik, rektor AWF Warszawa, nie kryje emocji związanych z okolicznościami przyjazdu Krysciny do Polski. - Widać, że ta cała sytuacja trochę Cimanouską zaskoczyła, a przykre doświadczenia przejawiają się w jej ograniczonej ufności do ludzi. Trudno sobie komukolwiek z nas wyobrazić, że przez szczery wpis czy relację w mediach społecznościowych nagle nie ma się wstępu do własnego kraju, nie można odwiedzić bliskich, nie ma się domu.

- Mam nadzieję, że niedługo będzie się tu czuła swobodnie, jak w domu, a sportowo z pewnością będzie chciała kilka rzeczy udowodnić - dodaje Obukowicz.

Kryscina Cimanouska: Czuję, że teraz mam przed sobą ogromną szansę

Zawirowania ostatnich miesięcy nie przeszkadzają sprinterce w treningach. Jest przekonana, że sytuacja wyjdzie jej na dobre i będzie jeszcze zdobywać medale. Na tym, aby wrócić do biegania w zawodach, zależy jej najbardziej. Zapytałam, czy przeszkadza jej to, że jej kariera musiała na chwilę przystopować, ale okazało się, że Białorusinka inaczej widzi całą sytuację. - Moja kariera nie zatrzymała się zupełnie, wręcz przeciwnie. Czuję, że teraz mam przed sobą ogromną szansę. Zmieniłam trenera, stadion, drużynę - tutaj mogę osiągać moje najlepsze wyniki. Chcę wziąć udział jeszcze przynajmniej w dwóch olimpiadach, mistrzostwach świata i Europy. I zdobywać medale.

Cimanouska nie chce wypowiadać się na tematy polityczne. Boi się, że mogłoby jej to zaszkodzić. Pytanie o słowa reżimu Łukaszenki na temat jej osoby zbywa krótkim: "Niech sobie mówi, co chce".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.