Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Złote Tarasy – żenada! Volny Chor, polityczni uciekinierzy z Białorusi, zaśpiewali na zewnątrz przy Złotych Tarasach "Mury" jako akcję protestacyjną wobec drakońskiego wyroku "sądu" w Mińsku na Maszy Kalasnikowej i Maksimie Znaku. Ochrona Złotych Tarasów wyszła w kilka osób i, grożąc policją, zażądała natychmiastowego przerwania śpiewu, pomimo prośby, że chodzi o jeden utwór" – napisała na Facebooku Hanna Radziejowska z Instytutu Pileckiego w Berlinie. W Polsce opiekuje się artystami Wolnego Chóru.

Wolny Chór w Złotych Tarasach. „Zaraz tu też traficie do więzienia"

Sprawę jako pierwszy opisał portal tvnwarszawa.pl. Do zdarzenia doszło w czwartek, 9 września, dzień przed występem chóru w Muzeum Powstania Warszawskiego.

W dalszej części wpisu Hanny Radziejowskiej czytamy, że Białorusini próbowali tłumaczyć ochroniarzom, że za śpiewanie „Murów" w Białorusi grozi więzienie. Mieli wtedy od nich usłyszeć: „Zaraz tu też traficie do więzienia".

„Przemoc słowna wobec słabszych i uchodźców, osób, które przeszły więzienia i tortury, gratulacje!" – podsumowała Radziejowska. Zamieściła też nagranie z interwencji. Widać na nim z oddali ochroniarzy, którzy podeszli do śpiewających osób. Ich występ po chwili musiał się zakończyć.

Portal tvnwarszawa.pl przytacza słowa Weroniki Kendry, która zajmuje się marketingiem w Złotych Tarasach: „Centrum handlowe Złote Tarasy od początku swojej działalności jest neutralne politycznie, światopoglądowo oraz religijnie. Dodatkowo, regulamin obiektu jasno określa zasady dotyczące wszelkiego rodzaju zgromadzeń i konieczności zatwierdzenia ich przez zarządcę, o czym pracownicy ochrony poinformowali uczestników zgromadzenia na tzw. piazzy. Niestety, do biura administracji nie wpłynął żaden wniosek o możliwość organizacji wydarzenia". Weronika Kendra zapewniła też, że „personel firm serwisowych współpracujących ze Złotymi Tarasami jest regularnie szkolony z zakresu obsługi klienta oraz zapewnienia bezpieczeństwa na terenie centrum handlowego".

Represje za śpiewanie „Murów"

Wolny Chór jest jednym z symboli protestów na Białorusi przeciw dyktaturze Aleksandra Łukaszenki. Powstał latem 2020 r. jako wyraz sprzeciwu wobec sfałszowaniu wyborów w tym kraju. Jego członkowie - muzycy i śpiewacy - pojawiali się na zasadzie flash mobu na demonstracjach w różnych punktach Mińska, żeby śpiewać tradycyjne białoruskie pieśni i hymny. Spopularyzowali dzięki temu niemal już zapomniane i mało znane utwory. Wykonywali też „Mury" Jacka Kaczmarskiego.

W swoim kraju chórzyści doświadczyli prześladowań ze strony reżimu Łukaszenki. Wielu zostało aresztowanych, część uciekła z Białorusi w obawie o swoje bezpieczeństwo. Mimo to artyści kontynuują swoją muzyczną walkę. Działają w konspiracji, ukrywając twarze i imiona, nagrywają teledyski i urządzają koncerty w „partyzanckich" warunkach. Wciąż są narażeni na represje. W ostatnich miesiącach białoruska służba bezpieczeństwa aresztowała około 30 członków chóru. Byli torturowani i otrzymali wysokie grzywny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.