Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pod Sejmem od wtorku (31 sierpnia) od godz. 12 trwa strajk głodowy. W akcie solidarności z osobami przetrzymywanymi na granicy polsko-białoruskiej bez dostępu do schronienia, pożywienia i pomocy medycznej, w miasteczku namiotowym na Wiejskiej protestuje 11 osób.

Protest głodowy pod Sejmem. "Solidarnie z uchodźcami"

Głodówkę pod hasłem "Solidarnie z uchodźcami" zainicjowało dziewięć osób z Polski i z zagranicy –  uczestników "warsztatów artywistycznych" (artystyczno-aktywistycznych) organizowanych przez kolektyw Wilczyce w Bieszczadach (oddolny ruch na rzecz ochrony Puszczy Karpackiej). Pod wpływem informacji dochodzących z polsko-białoruskiej granicy spontanicznie zdecydowali się przyjechać do Warszawy.

"Protestujemy, odmawiając jedzenia przez czas nieokreślony" – ogłosili na Facebooku. Podkreślili, że ich głodówka to wydarzenie "oddolne, anarchistyczne, otwarte na każdą chętną do udziału osobę", a skłonił ich do jej rozpoczęcia fakt, że wszystkie próby bezpośredniego udzielenia pomocy uchodźcom są stale blokowane przez służby. 

Protestujący żądają: "natychmiastowego udzielenia pomocy humanitarnej przetrzymywanym osobom", "aby straż graniczna przestała łamać prawa człowieka na rozkaz polskiego rządu", "udzielenia azylu osobom, które uciekają przed prześladowaniami reżimu talibów".

"Noc była chłodna, ale spokojna". Pod Sejmem trwa protest głodowy

Jak informują organizatorzy, aby dołączyć do protestu, wystarczy przyjść na miejsce i dosiąść się do jego uczestników. Jest jednak kilka warunków: trzeba to zrobić jako osoba prywatna, nie pod logo jakiejkolwiek organizacji ("chcemy uniknąć odciągania uwagi od sprawy osób przetrzymywanych na granicy"), nietolerowane są także postawy queerfobiczne, rasistowskie i seksistowskie.

We wtorek po południu do protestu dołączył scenarzysta Maciej Pisuk, następnego dnia dołączyła jeszcze jedna osoba.

W środę po południu kolektyw Wilczyce opublikował na Facebooku zdjęcie uczestników głodówki z opisem: "Noc była chłodna, ale spokojna. Nikt nie niepokoił odpoczywających osób. Grupa jest w dobrej kondycji psychicznej i niezłej fizycznej".

Opublikowano także listę potrzebnych rzeczy (m.in. materace, namioty, instrumenty muzyczne, książki po angielsku, płyn antybakteryjny) i podziękowano za udzielone do tej pory wsparcie. 

Powstanie list otwarty do uchodźców. "Protestujemy przeciwko tej hańbie"

Dla scenarzysty Macieja Pisuka to podobnie jak dla wielu innych uczestników akcji pierwszy protest głodowy w życiu.

– Już wcześniej myślałem o tym, że jedyna forma protestu wobec nieludzkiego skandalu, który odbywa się na granicy, to jakby odtworzenie tej sytuacji. Otoczenie się drutem kolczastym i protest głodowy. Dlatego dołączyłem do tej akcji, kiedy tylko się o niej dowiedziałem. Przeczytałem o niej w Oko.press – wyjaśnia Pisuk "Stołecznej" w czwartek po godz. 13.

Rozmawiamy tuż po naradzie uczestników, w której dyskutowano na temat dalszej strategii działania.  – Chcemy napisać list do ludzi, którzy są na granicy. Ten list będzie miał charakter listu otwartego. Chcemy zwrócić się do nich osobiście z wyrazami poparcia, solidarności. Myślimy o nich, wspieramy ich, protestujemy przeciwko tej hańbie – relacjonuje Pisuk.

Możliwy protest rotacyjny

Na naradzie na razie nie ustalono, do kiedy potrwa protest. Każdy uczestnik może się dobrowolnie odłączyć, gdy poczuje, że już nie daje rady. Możliwy jest też protest rotacyjny: wyczerpanych głodówką uczestników mogą wymieniać z czasem inne osoby.

– W tym momencie jest nas 11 – sześć osób z Polski i pięć z zagranicy, z Francji i Niemiec. Mamy nadzieję, że uda się ściągnąć więcej osób w sobotę – mówi Pisuk.

On sam planuje wyznaczyć sobie termin, do którego będzie głodował. Przyznaje, że najbardziej dają się we znaki warunki atmosferyczne, zwłaszcza zimno w nocy. Co prawda głodujący dostają dużo wsparcia i od czasu opublikowania apelu przez Wilczyce większość potrzeb udało się zaspokoić, to sytuacja jest bardzo wymagająca.

"Decyzję podjęliśmy w ciągu jednego dnia"

Iza, jedna z dziewięciu osób, które są na proteście od samego początku, również głoduje po raz pierwszy w życiu. – Trzymamy się dobrze. Jesteśmy słabsi, powolniejsi, z mniejszą energią, ale i tak jestem zaskoczona, jak dobrze przyjmujemy to fizycznie – komentuje.

I wspomina: – Decyzję, że to robimy, podjęliśmy w ciągu jednego dnia i od rana byliśmy już w drodze do Warszawy. Zdecydowaliśmy się na to pod wpływem rozmowy z osobą, która była na miejscu przy granicy i przyjechała osobiście nam o tym opowiedzieć. Poczuliśmy, że musimy działać.

Protest został zgłoszony w ratuszu jako zgromadzenie. Iza relacjonuje, że jak do tej pory aktywistów nie odwiedzili żadni politycy, nikt z osób decyzyjnych z nimi nie rozmawiał.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.