Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wojciech Karpieszuk: Jak pan ocenia to, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej?

Dr hab. Mikołaj Pawlak, Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW, zajmuje się m.in. studiami nad migracjami: – Jestem przerażony. Uważam, że dzieje się coś tragicznego. Pierwsza rzecz to tragedia ludzi w Usnarzu Górnym. Druga: dla mnie jest to upokorzenie jako obywatela polskiego. Współwinnym jest tutaj Łukaszenka, to oczywiste, ale bezpośrednią tragedię tych ludzi wywołali funkcjonariusze państwa polskiego. To była polityczna decyzja, by przyjąć rolę szeryfa wpływającego na los tych ludzi; oni są uwięzieni, chorzy, głodni, pozbawieni godności. Jako państwo robimy coś strasznego. Tu nie chodzi tylko o poziom humanitarny, ale też o to, że łamiemy własne prawo, np. migrantom ograniczono dostęp do przedstawicieli prawnych. Moim zdaniem jest to działanie celowe; chodzi o pokazanie siły, a także o to, by odsunąć uwagę od innych problemów.

Nie ma pan wątpliwości, że ta grupa z Usnarza powinna zostać wpuszczona do Polski?

– Nie mam. Sytuacja jest jasna: jeżeli ktoś na granicy naszego kraju prosi o udzielenie ochrony międzynarodowej, to naszym obowiązkiem – jako strony konwencji genewskiej – jest umożliwienie tym osobom wejścia w procedurę. To oczywiście nie oznacza tego, że wpuszczamy do kraju niekontrolowanie wszystkich, którzy chcą. Jeżeli są wątpliwości co do ich intencji, sąd może uznać, że na rozpatrzenie procedury będą czekać w ośrodku zamkniętym.

Są głosy, nie tylko wśród sympatyków rządu, że tu nie chodzi o te 32 osoby na granicy, ale o to, żeby nie dać się zaszantażować Łukaszence. Bo jest ryzyko, że jeżeli dzisiaj wpuścimy 32 osoby, to za dwa albo trzy tygodnie będzie to kilkanaście tysięcy. Łukaszenka ściąga Irakijczyków samolotami. Płacą za to tysiące dolarów.

– Nie mam wątpliwości, że za kulisami są wrogie działania Łukaszenki, który jest zbrodniarzem i w straszny sposób traktuje swoją opozycję polityczną. Jednak kiedy państwo demokratyczne wiedzie rywalizację z dyktaturą, jeżeli zaczynamy stosować te same metody, to tak czy siak przegrywamy. Nie ma sensu w ogóle się mocować z Łukaszenką, bo stajemy się tacy sami.

To na poziomie pryncypiów. A na poziomie praktyki na argument, że zaraz pojawią się następni, odpowiadam: I co z tego? Na razie – uważam – nie ma mowy, żeby to było kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nie jest możliwe, by na bardzo dużą skalę ściągnąć Irakijczyków samolotami na Białoruś. Rzeczywiście warto rozważać scenariusze dotyczące Afganistanu. Ale pamiętajmy – droga lądowa stamtąd jest długa. To nie będzie tak, że nagle pojawi się na naszych granicach bardzo dużo ludzi. Musieliby przejechać przez inne kraje, a część z nich – już wiemy – blokuje dostęp do swoich terytoriów. Wreszcie – co by się takiego strasznego stało, gdybyśmy pomogli np. trzem tysiącom ludzi?

Zaczątki 'płotu Błaszczaka' - zasieki z drutu kolczastego na granicy polsko-białoruskiej. Usnarz Górny, 24 sierpnia 2021Zaczątki 'płotu Błaszczaka' - zasieki z drutu kolczastego na granicy polsko-białoruskiej. Usnarz Górny, 24 sierpnia 2021 Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

A co jeśli czeka nas powtórka kryzysu migracyjnego z 2015 roku?

– Sytuacja jest inna. W 2015 roku Syryjczycy docierali do Grecji z Turcji. W Turcji było ich już wtedy bardzo dużo, niekiedy przebywali w tym kraju od kilku lat. Byli więc bardzo blisko granic europejskich. Teraz nie mamy takiej sytuacji, że w państwie granicznym z UE są miliony uchodźców.

Czy Polska jest przygotowana na przyjęcie kilku tysięcy migrantów, którzy złożą tu wniosek o jakiś rodzaj ochrony międzynarodowej?

– Najwięcej wniosków o ochronę międzynarodową – 15 tysięcy – Polska przyjęła w 2014 roku. Nie było wtedy o tym jakoś specjalnie głośno, choć rzeczywiście trzeszczało w ośrodkach. Spora część tych ludzi przebywała zresztą w ośrodkach otwartych albo otrzymywała pieniądze na zakwaterowanie poza nimi. Więc przerobiliśmy już to.

Kilka tysięcy osób to nie jest liczba, której nasz system nie byłby w stanie udźwignąć. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Unia ma wspólny system azylowy. W momencie kiedy jedno z państw członkowskich zaalarmuje, że nie radzi sobie ze zbyt wielką liczbą migrantów, to mamy mechanizmy relokacji. Tu pojawia się sprawa tego, jak władze naszego państwa zachowały się właśnie w 2015 i 2016 roku, kiedy zlekceważyły ten mechanizm. Nie sądzę jednak, by dziś Europa, niejako na złość za tamto zachowanie, nie odpowiedziała na nasz apel. Największy problem byłby jednak na poziomie politycznym – to byłoby upokorzenie dla formacji, która rządzi Polską obecnie i rządziła wtedy, i cynicznie odmówiła partycypacji w relokacji.

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak w stroju przypominającym mundur urządza konferencje prasowe na tle drutu kolczastego, za jego plecami stoją uzbrojeni po zęby żołnierze. Premiera Mateusza Morawieckiego też widzimy na zdjęciach w quasi-mundurze, jakby brał udział w jakiejś odprawie wojskowej, stoi nad stołem z rozłożonymi mapami. To wygląda jak przygotowania do wojny. Czemu to ma służyć?

– Chodzi o to, żeby Polacy interpretowali tę sytuację jako atak hybrydowy, przed którym trzeba się bronić. Nie usłyszałem ze strony rządu wiarygodnego uzasadnienia, dlaczego przy granicy pojawiło się wojsko. Kontrola granic to zadanie Straży Granicznej. Mam poważne wątpliwości, czy zaszła potrzeba, by uruchomić wojsko.

Obserwując medialne zachowania polskich polityków rządzących, mam wrażenie, że w pewnym momencie zaczęli się wręcz ścigać o tytuł „większego obrońcy". Kiedy wiceminister Wąsik zaczął donosić o budowie 150 kilometrów płotu z drutu kolczastego, to minister Błaszczak powiedział, że wysyła wojsko.

Mam silne poczucie, że to było zagranie o charakterze symbolicznym, a nie realnym. Zresztą na razie ci żołnierze zajmują się głównie tym, by do tych 32 osób w Usnarzu nie doszedł adwokat, poseł czy ktoś z jedzeniem.

Konferencja prasowa ministra Mariusz Błaszczaka w stroju przypominającym mundur na granicy z Białorusią w Kopczanach, 23.08.2021Konferencja prasowa ministra Mariusz Błaszczaka w stroju przypominającym mundur na granicy z Białorusią w Kopczanach, 23.08.2021 Fot. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Gazeta /

W ten sposób bardzo łatwo udaje się zbudować narrację czyhającego zagrożenia. Do tego potrzebne jest wojsko i to, by Błaszczak przebierał się w strój przypominający mundur. Dalszy krok jest taki, że kiedy ktoś to krytykuje, to ta krytyka staje się zdradą. W wypowiedziach medialnych padają już wypowiedzi rządzących o „piątej kolumnie" i „ciosie nożem w plecy". To są obrzydliwe słowa. W demokratycznym państwie i Straż Graniczna, i wojsko podlegają krytyce, nawet jeżeli ta jest na wyrost, z użyciem mocnych słów. Tymczasem obywateli, którzy nie zgadzają się z bieżącą polityką rządu, zaczyna się wskazywać palcami w bardzo niepokojący sposób.

Czy budowanie tej atmosfery zagrożenia jest przydatne politycznie?

– Jestem przekonany, że jest to kontynuacja strategii zarządzania strachem.

Naszym strachem zarządzano w 2015 i 2016 roku. Zresztą Mariusz Błaszczak, wtedy minister spraw wewnętrznych, grał w tym pierwsze skrzypce. Po co to? Z dwóch powodów: władza wskazuje jakąś sytuację jako zagrożenie, a potem wskazuje siebie, jako obrońcę przed tą sytuacją. Gdyby Straż Graniczna po prostu przyjęła wnioski od tych ludzi w Usnarzu i przewiozła ich do strzeżonego ośrodka, nie byłoby sprawy.

Nagle jednak urosła ona do niemalże jakiegoś ataku. I teraz ministrowie Błaszczak i Wąsik jawią się jako obrońcy. Drugi powód: zarządzanie strachem uruchamia się wtedy, kiedy władzy zależy na tym, by uwagę opinii publicznej odsunąć od innych niewygodnych tematów. Na przykład problemów z akcją szczepień czy konstruowaniem większości w parlamencie.

Czy płot z drutu powstrzyma migrację?

– Jest to jakaś przeszkoda, ale na pewno nie zatrzyma migracji. Pamiętajmy, że za plecami migrantów są niecni pomocnicy w postać białoruskich służb. Oni im pomogą sforsować to na różne sposoby.

Ponadto bezrefleksyjnie kupiliśmy to, że tam kręci się wojsko, które ma pomóc uszczelniać granicę, że potrzebny jest płot. Tymczasem to w gruncie rzeczy jest szczelna granica. Z pomocą UE wydaliśmy olbrzymie pieniądze na infrastrukturę, szkolenie Straży Granicznej, pojazdy, sprzęt.

Granica jest kontrolowana bez potrzeby stawiania bariery. Ten płot ma służyć pokazywaniu w telewizji. Płot jest potrzebny po to, by go budować. Jak misia w „Misiu".

Jest coraz więcej doniesień o pushbackach, czyli wypychaniu migrantów przez polską Straż Graniczną z powrotem na granicę.

– To jest niezgodne z prawem. Niepokoi mnie też to, że jest to demoralizujące dla funkcjonariuszy Straży Granicznej, formacji, która powinna działać w oparciu o legalizm. Podobnie jest zresztą z włączaniem silników, żeby zagłuszyć tłumaczy próbujących porozumieć się z migrantami w Usnarzu. Proszę mi pokazać jakiś przepis, który zabrania krzyczenia w strefie przygranicznej i nakazuje straży to zagłuszać? Oni sami tego nie wymyślili, dostali polecenia z góry. W każdej tego typu formacji jej psucie zaczyna się od tego, że jest zgoda na łamanie reguł. Szeregowi funkcjonariusze straży granicznej są pod dużą presją, w niesłychanie trudnej sytuacji. I są w tej chwili przez swoich przełożonych demoralizowani.

Migranci w Usnarzu Górnym, granica polsko - białoruskaMigranci w Usnarzu Górnym, granica polsko - białoruska Fot. Grzegorz Dabrowski / Agencja Gazeta

Kto w tej chwili odpowiada za życie i bezpieczeństwo tych ludzi w Usnarzu?

– To jest prosta drabinka hierarchii: wystarczy jeden telefon z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, któremu podlega Straż Graniczna. I oni by zostali wpuszczeni.

Premier mówi, że znajdują się na terenie Białorusi i to ten kraj za nich odpowiada.

– No dobrze, załóżmy, że rzeczywiście są na terenie Białorusi. I co? Mamy patrzeć, jak na naszych oczach i w świetle kamer będą umierać? Będziemy mówić, że to wina Białorusinów? Nawet jeżeli nie przekroczyli polskiej granicy, są od niej kilka metrów, to mamy czekać, aż umrą? Pamiętajmy, że z drugiej strony granicy są szubrawcy.

Jako kraj ponosimy współodpowiedzialność za tych ludzi?

– Tak to oceniam. Stoję twardo na stanowisku, że skoro oni zgłosili się do polskich władz o ochronę międzynarodową, to powinni być wpuszczeni.

Odmówiono im tego. Kiedy na oczach polskich strażników będzie im się coś działo, to jest to nasza odpowiedzialność.

Kto i jak może wpłynąć na Polaków, by przestali bać się uchodźców?

– Zaszła olbrzymia zmiana od 2015-16 roku. Wielu już wie, czym jest konwencja genewska, czym jest migracja przymusowa, a czym ekonomiczna. Mamy zaangażowanie mainstreamowych instytucji. Pełnomocnikiem prawnym osób z Usnarza jest dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie Mikołaj Pietrzak. Mamy posłów, którzy się tam pojawiają. Uważam, że zmiana myślenia i działania jest olbrzymia. Nie wiemy jeszcze, jak to się przekuje na opinię publiczną, bo to jest ostatecznie dla polityków najważniejsze. Wkrótce się pewnie tego dowiemy, na pewno jest to teraz skrzętnie sprawdzane, bo handlarze strachem po to to robią, by sprawdzić, czy ten strach „żre", czy powoduje mobilizację.

Migranci w Usnarzu Górnym, granica polsko - białoruskaMigranci w Usnarzu Górnym, granica polsko - białoruska Fot. Grzegorz Dabrowski / Agencja Gazeta

Jest możliwe, że strach wśród ludzi nadal będzie istniał, a nawet przeważał. Co możemy zatem jeszcze robić? Rozwiewać mity, pokazywać te mechanizmy zarządzania strachem, pokazywać liczby. Jedna rzecz to wiedza, a druga to zderzenie jej z emocjami.

Nie mam wątpliwości, że wielu ludzi się naprawdę boi. Nie mam pretensji do kogoś, kto przeżywa strach, że tu pojawią się jacyś straszni najeźdźcy. Mam pretensje do rządu. Uważam, że trzeba demaskować tych ludzi, którzy cynicznie, dla celów politycznych ten strach podsycają.

I na koniec: dla handlarzy strachem sytuacja w 2015 roku była idealna. Ci ludzie, którzy mieli być zagrożeniem, oni z perspektywy Polski byli nierealni, byli gdzieś daleko. Łatwiej straszyć czymś, co jest mitem. Teraz minister mojego rządu zaczyna straszyć 50-letnią kobietą, która jest na skraju wyczerpania fizycznego. To są już konkretni ludzie. Ich nie da się łatwo zdemonizować. Te osoby stoją na naszej granicy i są zdesperowane. To zupełnie inny ładunek emocjonalny niż w 2015 roku.

Przeczytaj także:

<<<<<Agencja ONZ ds. uchodźców wzywa polskie władze do opieki nad koczującymi w Usnarzu

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.