Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Warszawy? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter

W piątek wieczorem (4 grudnia) pod pomnikiem Mikołaja Kopernika przy Krakowskim Przedmieściu kilkadziesiąt osób zebrało się, by zademonstrować swoją solidarność z represjonowaną społecznością Białorusi.

Solidarni z Białorusią. „Bandyci torturują naszych przyjaciół”

Wydarzenie zapowiedziało w mediach społecznościowych kilka organizacji, w tym współorganizujące je Warszawska Federacja Anarchistyczna i Koalicja Antyfaszystowska oraz Ogólnopolski Strajk Kobiet. „W więzieniach bandyci na usługach Łukaszenki torturują nasze przyjaciółki i przyjaciół. Kompletnie pierdolnięty dyktator za wszelką cenę próbuje utrzymać się przy władzy. Wysyła bandy omonowców na pokojowych demonstrantów. Represje. Zamordyzm. Zabici. To wszystko dzieje się kilka godzin jazdy samochodem od Warszawy. Zdajemy sobie sprawę, że teraz toczymy wyczerpującą walkę na miejscu, u nas, ale zgodnie z hasłem 'solidarność naszą bronią' nie pozwolimy torturować i zamykać naszych towarzyszek w walce” – pisali na Facebooku organizatorzy wydarzenia.

I podkreślali: „Naszą demonstracją wspieramy walczące społeczeństwo białoruskie! Pójdziemy tam razem przeciwko dyktatorom!”.

„Mińsk, Warszawa, wspólna sprawa”

Manifestacja solidarności z Białorusią na Krakowskim PrzedmieściuManifestacja solidarności z Białorusią na Krakowskim Przedmieściu Fot. Oktawia Kromer

Od początku policjanci legitymowali uczestników zgromadzenia. Krótko po godz. 18 pod pomnik Kopernika przyjechał Maciej Bajkowski – pojazdem złożonym z dwóch połączonych rowerów, pomiędzy którymi było zamontowane nagłośnienie. Wjechał przy dźwiękach „Murów” Kaczmarskiego. Chwilę później apelował do zgromadzonych przez megafon, by dawali się policjantom wylegitymować, ale odmawiali przyjęcia mandatu.

Z każdą chwilą uczestników było coraz więcej, coraz więcej było też policjantów. Kilka osób przyniosło białe i czerwone goździki, w tłumie widać było transparenty po polsku i białorusku, biało-czerwone białoruskie flagi i flagi tęczowe.

„Mińsk Warszawa, wspólna sprawa” – skandowali protestujący przy akompaniamencie strajkowej samby. A także: „Łukaszenka, wypierdalać!”.

Policja nie pozwala się rozejść, blokuje chodniki

Po godz. 18.15 organizatorzy protestu zaprosili uczestników do zabierania głosu przez mikrofon. Jako pierwszy głos zabrał mężczyzna z silnym białoruskim akcentem.

– W tym proteście bierze udział wiele osób z Białorusi. Wszyscy jesteśmy głęboko wkurwieni tym, co się tam teraz dzieje, martwimy się o naszych przyjaciół, rodziny, krewnych. Wielu z nas zostało zmuszonych do ucieczki z tego kraju przed prześladowaniami. Niektórzy uciekali teraz, niektórzy kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat temu. Uciekamy nie dlatego, że chcemy, ale dlatego, że musimy. Zawsze tak było, w całej historii tego reżimu. Ale teraz fala uchodźców osiągnęła szczyt, którego Białoruś jeszcze nie widziała. Około 30 tys. aresztowanych, tysiąc spraw karnych, tortury, gwałty, morderstwa. Ludzie są zmuszani do ucieczki z kraju, zanim zdążą spakować rzeczy. Muszą zostawić wszystko i zacząć życie od nowa, bo tam czeka na nich więzienie i tortury – mówił.

Wkrótce policja włączyła komunikat nawołujący do rozejścia się – tak głośno, że przemówienie zostało skutecznie zagłuszone. Krótko potem mundurowi zaczęli tworzyć na chodniku kordon, którym próbowali odciąć protestujących.

Z jednej strony nadal nawoływali do odejścia, a z drugiej – nie pozwalali przechodzić przez kordon, który po chwili został wzmocniony kolejnym. Liczba policjantów była porównywalna do liczby uczestników protestu – w szczytowym momencie było to około 150 osób. Były m.in. Polskie Babcie – Babcia Kasia i Babcia Lodzia i przedstawiciele Homokomanda (Linus Lewandowski, Jarek Malicki, Dorota Malinowska).

Protest chroni się za bramą UW. „ORMO, policja, jedna koalicja”

Manifestacja solidarności z Białorusią na Krakowskim PrzedmieściuManifestacja solidarności z Białorusią na Krakowskim Przedmieściu Fot. Oktawia Kromer

Zanim kordon policji zdążył się zamknąć, organizatorzy zaprosili uczestników na „spacer”. Dlatego po godz. 18.30 protest ruszył w stronę kampusu Uniwersytetu Warszawskiego. Po drodze policjanci kilkukrotnie ustawiali kordony w poprzek trasy spontanicznego marszu, blokując chodnik przy ul. Krakowskie Przedmieście. Protest omijał ich, wchodząc na ulicę.

Po dotarciu pod bramę UW protestujący zatrzymali się najpierw przed bramą, a później – ponieważ policjanci próbowali ich otoczyć, tworząc kordon od strony bramy – schronili się na terenie Uniwersytetu. Skandowali: „ORMO, policja, jedna koalicja!” i „Obalimy dyktatury”.

– Musimy walczyć, żeby u nas nie było za parę lat jak na Białorusi – mówił przez megafon Jarek Malicki z grupy Homokomando.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.