Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Roman Bondarenko to 31-letni artysta, który w swoich pracach upamiętniał uczestników protestów przeciw reżimowi Aleksandra Łukaszenki. Zmarł w szpitalu w czwartek, 12 listopada - w wyniku pobicia przez nieznanych sprawców, prawdopodobnie funkcjonariuszy białoruskich służb. Chwilę wcześniej Bondarenko miał próbować przeszkodzić nieznanym mu, ubranym po cywilnemu mężczyznom w zrywaniu biało-czerwono-białych wstążek z ogrodzenia (to barwy narodowe, z którymi utożsamia się białoruska opozycja demokratyczna). To wtedy miało dojść do niespodziewanego zatrzymania Bondarenki. Na placu Przemian w Mińsku, gdzie doszło do zatrzymania Bondarenki, jeszcze tego samego dnia zgromadziło się kilka tysięcy osób.

Bondarenko to już dziesiąta osoba, która poniosła śmierć w wyniku tłumienia przez Łukaszenkę prodemokratycznych protestów. Na drugi dzień po jego śmierci wydarzenie upamiętniające tragiczną śmierć młodego artysty zorganizowali też mieszkający w Polsce przeciwnicy dyktatury Łukaszenki - Białorusini i wspierający ich Polacy. Pod biało-czerwono-białą flagą zapłonęły dziesiątki zniczy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.