Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Dokładnie pamiętam dzień, w którym ostatni raz położyłem się spać we własnym łóżku. Kilka godzin później stałem już osłupiały razem z moją rodziną patrząc na gęsty dym wydobywający się, z jak dotąd, bezpiecznego dla nas miejsca. W marcowy poranek straciliśmy nie tylko dach nad głową, ale też ubrania, meble, zdjęcia i wszystko, co zbieraliśmy latami" - tak pożar swojego mieszkania na warszawskim Ursynowie opisuje 73-letni Tadeusz Zając. I na stronie internetowej zbiórki apeluje o wsparcie.

W pomoc rodzinie zaangażowali się także urzędnicy z Ursynowa.

W pożarze stracili wszystko

Pan Tadeusz wraz z żoną są emerytami, opiekują się dwójką chorych dzieci. - Mieszkający z nami syn z powodu niepełnosprawności nie był w stanie nigdy podjąć pracy, a przez obecną sytuację związaną z koronawirusem wypłata jego renty została wstrzymana. Z tego samego powodu nasza córka, pomieszkująca z nami, również przestała zarabiać. Musi być ona pod stałą opieką szeregu specjalistów, na których w obecnej chwili nie mamy już pieniędzy - tłumaczy mężczyzna na stronie zbiórki.

Jak dodaje, wobec sytuacji, która ich zastała, czuje, że "z dnia na dzień coraz bardziej opada z sił". "Moje choroby nowotworowe i stres związany z pożarem mocno dają mi się we znaki" - czytamy. Podkreśla, że pieniądze niezbędne są to odkażenia, ozonowania i remontu mieszkania oraz na codzienne wydatki.

O wsparcie dla rodziny apeluje m.in. Jakub Berent, wiceburmistrz dzielnicy. - Mieszkańcy Ursynowa niejednokrotnie wykazywali się dużą ofiarnością i chęcią niesienia pomocy rodzinom, które znalazły się w podobnej sytuacji. Chcemy pomóc poszkodowanej rodzinie w dotarciu do jak największego grona osób z informacją o ich trudnym położeniu i potrzebach. Mam nadzieję, że to ułatwi zebranie kwoty pozwalającej na przeprowadzenie remontu i powrót do mieszkania - mówi Berent.

Plakat z informacją o potrzebie wsparcia rodziny trafił na stronę internetową urzędu, do mediów społecznościowych oraz został wyeksponowany w budynku przy al. KEN 61.

Dotychczas zbiórkę wsparło prawie 400 osób. Zgromadzona kwota to nieco ponad 40 tys. zł - wciąż za mało, by wyremontować zniszczone przez pożar mieszkanie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.