Puk, puk. Otwiera kobieta. – Nie, dziękuję bardzo. Nie potrzebuję wywiadu.

Zamyka przede mną drzwi. Zza nich słyszę jeszcze: „Wyborcza nam tu niepotrzebna”. Z kuchennego okna męski głos krzyczy do mnie: „Idź pan! I tak Schetyna nie wygra!”.

Znikam więc z posesji z czerwoną tabliczką z napisem „Sołtys”.

Po drugiej stronie ulicy idzie Jan:

– Ja z Michnikiem i tymi wszystkimi nie mogę rozmawiać. Tak jak z jehowymi.

– Janek! Chodź do domu! Nie gadaj z „Wyborczą”! – wybiega na podwórko kobieta w seledynowym polarze. – Janek!

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej