Pierwszym testerem był kot. Dostał mleko na talerzyku. Wypił je szybko, a naczynie zabrał ze sobą. Może dlatego, że było jadalne i pachniało ziarnami pszenicy? – Jezus Maria! Jesteśmy w niebie! – krzyknął Jerzy Wysocki.

To był 1999 r. Później z tych dziwnie wyglądających, przypominających korek talerzy jadła rodzina. – Okazało się, że się nie niszczą, nawet przy wysokich temperaturach – wspomina. To był dowód, że w otrębach pszennych jest potencjał. Niby prosty pomysł, jak je wykorzystać, ale nikt wcześniej na to nie wpadł. – Opowiadałem o tym koledze z Niemiec, gdzie młynarstwo zawsze było potęgą.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej