12 książek jest nominowanych do tegorocznej edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. Zwycięzców poznamy 9 czerwca podczas gali w Nowym Teatrze. Dziś recenzje trzech książek, które mają szansę zdobyć laur w kategorii literatura dziecięca za tekst i ilustracje.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Mirabelka” Cezary Harasimowicz, Ilustracje: Marta Kurczewska, wyd. Zielona Sowa

Zaczęło się od historii pewnego drzewka, która poruszyła setki osób. Przed wojną drzewko rosło przy ulicy Nalewki, po wojnie Nowotki, a w czasach współczesnych – przy Andersa. – Przeżyło Zagładę, powstanie w getcie, niestety, nie przeżyło dzisiejszych czasów – opowiadał w wywiadzie dla radiowej Dwójki Cezary Harasimowicz. Protestowało pięć okolicznych wspólnot, ale nie było rady – miasto wyraziło zgodę. Mirabelka została wycięta pod budowę apartamentowca.

I kiedy z mirabelki i innych okolicznych drzewek zostały już tylko pieńki, ktoś przypomniał sobie, że rosła tam od przedwojnia, że przetrwała zniszczenie Warszawy. Że symbolizowała coś więcej niż letnie dni popijane słodkim, żółtym kompotem. Komuś innemu przypomniały się teksty Hanny Krall – w „Obecności” też pisała o mirabelce. Może o tej samej?

Wśród tych, którzy ze ścięciem drzewka nie mogli sobie poradzić, był Cezary Harasimowicz – aktor i reżyser, scenarzysta i pisarz, który fachu scenopisarstwa uczył się m.in. od Roberta Redforda w Sundance Institute. Harasimowicz połączył siły z ilustratorką Martą Kurczewską i razem stworzyli opowieść o mirabelce i o tym, co podczas swojego długiego życia widziała, jakich piosenek słuchała, co przeżyła i przede wszystkim – jakich spotkała ludzi. Dorkę, Chaima, Noama, Staszka, Maćka, a nawet takie sławy jak pani Irenka (Sendlerowa) czy pan Mordechaj (Anielewicz).

Dlaczego bezmyślne wycięcie mirabelki tak poruszyło Harasimowicza? Odpowiedzi w posłowiu udziela sam autor – wychował się przy ulicy Nowotki. „Na sąsiednim podwórku rosła mirabelka. Smakowałem jej owoce. Razem z koleżankami i kolegami wydobywałem z ziemi kolorowe koraliki i cekiny”. Tę nostalgię i miłość do warszawskich ulic bardzo mocno w książce Harasimowicza i Kurczewskiej czuć. Co i rusz wzruszenie chwyta za gardło.

Bo to oczywiście opowieść o czymś więcej niż tylko o drzewku. – Ścinając drzewa, ścina się pamięć. Robi się to trochę bezmyślnie, nie przypuszczam, żeby towarzyszyły temu jakieś złe intencje. Po prostu ludzie, którzy to uczynili, nie wiedzieli, że ścinają drzewo, które jest pamięcią tego miejsca – opowiadał Cezary Harasimowicz w tym samym wywiadzie.

To książka przede wszystkim dla dzieci, więc na koniec musimy dostać odrobinę nadziei, jakieś szczęśliwe zakończenie. I rzeczywiście – mirabelka co prawda zostaje ścięta, ale żyje dalej dzięki pestkom, które trafiły do Ameryki, z których wyrosło nowe drzewo. Któregoś dnia szczepka amerykańskiej mirabelki zostaje przeniesiona na Muranów, nieopodal oryginalnego miejsca, w którym kiedyś rosła. No piękny, bajkowy happy end. Tyle że to prawda! Mirabelka znowu rośnie. A dzięki pięknej książce Harasimowicza i Kurczewskiej możemy zadbać, by kolejne pokolenia pamiętały, jak jest ważna.

„Babcocha”, Justyna Bednarek, Ilustracje: Daniel De Latour, wyd. Poradnia K

Tytułowa Babcocha jest czarownicą, która postanowiła zamieszkać w miejscowości Grajdołek. I – jak pisze Joanna Bednarek – nie została tam przywiana ani na miotle, ani na parasolu. Otóż „Babcocha przyleciała uczepiona wielkiej gradowej chmury, która niosła ją najpierw nad morzami, górami, lasami i miastami, żeby wreszcie zatrzymać się nad starym orzechem rosnącym obok opuszczonej grajdołkowej chaty”. Zajęła opuszczony dom, zaprzyjaźniła się z małą dziewczynką Bernadettą i próbowała spokojnie żyć.

Na przykład specjalnym urządzeniem potrafiła zmienić datę, czyli najzwyczajniej w świecie przenieść się w czasie. Powód takiej podróży był banalny: skoro dzień jest zły, a wczorajszy był lepszy, to co stoi na przeszkodzie, żeby znowu było wczoraj? Albo złote monety, które jeszcze przed chwilą były żołędziami, zaczynają wrzeszczeć, kiedy chytry sprzedawca telewizorów próbuje je ukraść. Albo zamienia zrzędzącego sąsiada w wiatrak. Józef Głąb przyszedł pod jej dom akurat wtedy, kiedy Babcocha drzemała. „Stanął przy płocie i zaczął narzekać: na pracę, na pogodę, na sąsiadów, korniki, miętówki, łosie, błędy w krzyżówkach, drożyznę, złodziejstwo i podłość ludzką, koncerny farmaceutyczne i wiele jeszcze innych rzeczy. Babcocha miała dość. Pstryknęła palcami, a Józef zmienił się w kolorowy wiatraczek, który przyjemnie furkotał na wietrze. I, co ważniejsze, nie gadał”.

Czarownica robiła też wiele innych dobrych uczynków. Naprawiła pękniętą dętkę kolarzowi, który dzięki temu wygrał wyścig, zamieniała kwaczącą muzykę w spokojną nutę, która pozwoliła zasnąć małej Bernadetcie, uratowała życie żabie.

Ale za największą psotę odpowiadał przyjaciel czarownicy, czyli Orzechowe Licho, który rozpylił nad wsią ziele prawdomówności. „– Nie lubię owsianki – oświadczył Józef Gołąb, któremu Gołębiowa od piętnastu lat serwowała ją na śniadanie. (…) Na wieść o tym, że nie lubi owsianki, Gołębiowa zrewanżowała mu się taką prawdą, że aż mu w pięty poszło”. Oprócz tego ludzie wyznawali sobie miłość, wypowiadali na głos skryte marzenia.

Warto przeczytać tę mądrą książkę o niezwykłej sąsiadce z Grajdołka. I tylko czekać, aż podobna pojawi się w pobliżu.

„Warszawiacy”, Małgorzata Ruszkowska, Ilustracje: Marta Ruszkowska, wyd. Dwie Siostry

Słowa „Warszawa” i „pamięć” łączą się w naszych głowach jednoznacznie z wojną przez powtarzane jak mantra „pamiętamy” w kontekście powstania warszawskiego. Książka „Warszawiacy” Małgorzaty Ruszkowskiej uświadamia nam, o czym zapomnieliśmy, pamiętając o wojennej tragedii miasta.

Losy Warszawy opowiedziane zostały tu przez pryzmat ważnych postaci. Ale rzadko są to władcy, politycy czy generałowie. Częściej – architekci, naukowcy, artyści.

Jeden z rozdziałów poświęcono więc Tylmanowi z Gameren, architektowi, który zbudował stojący do dziś Pałac Krasińskich. Poznamy też biografie twórców warszawskiej kolei, pionierów radia i telewizji. Dowiemy się, kim był Różycki, który stworzył słynny bazar na Pradze i co można było tam kupić w pierwszych latach działalności targowiska.

Zamiast czytać o wojnach, możemy dowiedzieć się, kiedy i gdzie wybudowano w Warszawie pierwszy most nad Wisłą. Albo przeczytać o Marywilu – pierwszym stołecznym centrum handlowym.

Autorka zadbała też o parytet płci, przybliżając młodemu czytelnikowi m.in. postaci Izabeli Lubomirskiej, Hanki Ordonówny czy Mieczysławy Ćwiklińskiej.

Nawet gdy przedstawiane są postaci władców, niewiele dowiemy się o ich politycznych intrygach. A więcej choćby o jadłospisie, który królował za ich czasów na dworze. Możemy więc dowiedzieć się, że pory i selery przywiozła do Polski Królowa Bona w XVI wieku, a sprowadzone z Ameryki pomidory stały się popularne dopiero za czasów Jana III Sobieskiego. II wojnie światowej poświęcono tylko kilkanaście krótkich wersów i przejmującą ilustrację.

Bo, jak zwykle bywa w wydawnictwie Dwie Siostry, strona graficzna książki jest równie ważna jak tekst. Kolażowe ilustracje uzupełniane rozwichrzoną kreską pobudzają wyobraźnię, a niekiedy są wręcz ważnym uzupełnieniem historii. Dodawana do książki mapa dzisiejszej stolicy z zaznaczonymi historycznymi miejscami i pamiątkami po bohaterach pozwala z kolei spiąć w głowie przedwojenną i powojenną Warszawę.

Autorkom udało się stworzyć spójny obraz rozwoju „mieszczańskiej” Warszawy, będący dobrym punktem wyjścia do zastanowienia się, czym jest historia i kto zasługuje na to, by trafić na karty podręczników.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem