Uważa się, że nasza praca się należy i o niej się nie mówi. My też nie bombardujemy co dzień informacjami, jakie mamy obowiązki i kłopoty. Nikt by nam zresztą nie uwierzył.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

————————————————————————————————

Za czas strajku nauczyciele nie dostają pensji – tydzień protestu to nawet kilkaset złotych straty. Forum Związków Zawodowych i Związek Nauczycielstwa Polskiego otworzyły konto, na które można wpłacać pieniądze, by wesprzeć strajkujących nauczycieli. Związkowców zainspirował do tego komentarz publicysty „Wyborczej” Wojciecha Maziarskiego. Z pomocy funduszu będą mogli skorzystać ci, którzy nie należą do ZNP i FZZ.

Numer konta do wpłat: 13 1240 5934 1111 0010 8960 6877

Dlaczego warto wesprzeć nauczycieli? Piszcie: stoleczna@wyborcza.pl

W pustych salach, w pokoju nauczycielskim i na korytarzach rozmawiają o proteście, śledzą newsy, przeżywają internetowy hejt. W SP nr 98 z Oddziałami Integracyjnymi im. Lucy Maud Montgomery przy ul. Grottgera 22 strajkują prawie wszyscy nauczyciele i inni pracownicy szkoły.

Belfra odpędzić od tablicy

Trwa trzeci dzień strajku nauczycieli i drugi, w którym towarzyszę pracownikom, pisząc o nich w relacji na żywo, jaką „Wyborcza” prowadzi ze strajku w całym kraju.

Pani Krystyna (matematyczka i oligofrenopedagożka), pani Małgorzata (nauczycielka klas 1-3), pani Helena (polonistka), pani Daria (nauczycielka fizyki) i kilkadziesiąt innych pracownic i pracowników szkoły: nauczyciele, bibliotekarze, „świetliczanki” – w strajkową środę i dzień egzaminów gimnazjalnych przychodzą ubrani na czarno. To wyraz sprzeciwu wobec lekceważenia, jakie spotyka strajkujących ze strony rządu.

Strajkujące nauczycielki ze SP nr 98. Od lewej panie: Daria, Małgorzata, Helena i Krystyna
Strajkujące nauczycielki ze SP nr 98. Od lewej panie: Daria, Małgorzata, Helena i Krystyna  AGATA GRZYBOWSKA

– Decyzja o przystąpieniu do strajku była dla nas bardzo trudna – mówi pani Krystyna. – Żeby belfra odpędzić od tablicy, trzeba wykazać się szczególnymi zdolnościami, które, jak widać, obecna władza ma.

Pani Małgorzata podkreśla: – To nie jest strajk polityczny. To strajk zawodowy. Do ostatniej chwili myśleliśmy, że do niego nie dojdzie, ale niestety – rząd nie podjął żadnych istotnych działań, by mu zapobiec.

Pani Daria dodaje, że już w grudniu wiele osób w ramach protestu zaczęło dbać o zdrowie. Od stycznia przedstawiciele nauczycieli zapowiadali, że jeśli nie będzie porozumienia, w kwietniu dojdzie do strajku.

Pani Małgorzata: – Wyczekiwanie do ostatniej chwili świadczy o tym, że jesteśmy niepoważnie traktowani. To boli najbardziej. Już pomijając płace, w tej walce idzie o godność.

– O godność przede wszystkim. Godność i szacunek dla zawodu nauczyciela – dopowiada druga pani Małgorzata, przewodnicząca strajku. – My już protestowaliśmy, ale robiliśmy to bez palenia opon, bez krzyków, kulturalnie. Nikt tego nie widział. W 2017 r. – czy ktoś pamięta nasze sobotnie marsze? Dziewczyny chodziły z małymi dziećmi pod ministerstwo, nikt do nich nie wyszedł. Ot, spacerowicze…

– Wiemy, że to dla uczniów newralgiczny moment. My jesteśmy dla nich w pewnym sensie drugim domem, a w domu dziecko powinno być skarbem. I one są naszym skarbem. Niemniej jednak, jeśli ten protest teraz przerwiemy, będą egzaminy i po nich podejmiemy protest na nowo, nikt się nami nie zainteresuje – tłumaczy pani Małgorzata.

Trzy pudła pełne pączków

W poniedziałek na listę strajkową SP nr 98 wpisało się 76 osób (na 94 czynnych pracowników), we wtorek – znów 76 osób. W środę do południa, gdy w świetlicy spisuję jedną z rozmów z protestującymi nauczycielkami, do zamkniętych na czas strajku drzwi szkoły ktoś puka. Otwiera pani Małgorzata. Pod drzwiami stoi nieznajomy mężczyzna. Chciałby wesprzeć strajkujących, chętnie przyniósłby pączki, tylko nie wie, ile. Wkrótce dociera dostawa. Nawet więcej pączków niż strajkujących, trzy wielkie pudła. Chwilę wcześniej w świetlicy, w której rozmawiam z nauczycielkami, ląduje wielka taca babeczek z kremem, które dla strajkujących upiekli czwartoklasiści. A od kilku dni ogrodzenie szkoły zdobi uczniowski baner z napisem: „Strajkujemy razem. Uczniowie SP 98”. Baner pokazuje mi w poniedziałek pani Krystyna po uzyskaniu od kierownictwa strajku pozwolenia na wyjście z budynku.

Inne istotne fakty z życia strajku: nauczyciele przychodzą do szkoły na czas, który spędziliby w niej według planu lekcji i przebywają w salach, w których mieliby zajęcia lub w pokoju nauczycielskim. Ponieważ wielu z nich pracuje w kilku szkołach i nie w każdej ma zajęcia codziennie, frekwencja strajkowa może wydawać się niższa, niż jest w rzeczywistości. Przykładowo, jedna z pań, które spotykam we wtorek: psycholożka, terapeutka, muzykoterapeutka oraz nauczycielka muzyki i plastyki pierwszego i trzeciego dnia strajku nie rejestruje się na proteście w SP nr 98 tylko w dwóch innych z czterech szkół – bo to w nich miała w planie zajęcia.

4 tysiące z dwóch etatów

Pani Krystyna opowiada o sobie: – Jestem nauczycielem z powołania. Przez większość życia nie mogłam wykonywać tego zawodu, bo nie było mnie na to stać. Żeby utrzymać rodzinę, pracowałam jako inżynier i w miesiąc zarabiałam tyle, ile tu w ciągu pół roku. Niedawno wróciłam do zawodu, który kocham. Pracuję na ponad dwóch etatach [szkole brakuje czterech nauczycieli matematyki i pracę musi rozkładać między obecnych – przyp. red.], dwa razy w tygodniu zostaję z uczniami na konsultacjach, nieraz do 22, w każdy weekend sprawdzam po kilkadziesiąt klasówek. Zarabiam 4 tys. zł na rękę. Czy to wysoka stawka dla kogoś z wyższym wykształceniem, z kilkoma podyplomówkami? Ale tu nawet nie chodzi o pieniądze. I nie o nas samych, ale o tych, którzy przyjdą po nas. Ja już długo pracować nie będę ze względu na wiek, ale zastanawiam się, kto przyjdzie uczyć po studiach za 1700 zł.

Pani Krystyna wspomina uczniów, z którymi zostawała na konsultacjach po lekcjach: – Mam dla nich dużo szacunku za to, jak dają sobie radę w tej sytuacji. Ósmoklasistom od czwartej klasy matematyk zmienił się pięć razy – ludzie odchodzili, bo nikt nie chciał uczyć za takie pieniądze.

– Robimy to dla tych, którzy przyjdą, nie tylko dla siebie. A nawet powiedziałabym, że gdybyśmy myślały o sobie, to nie przystąpiłybyśmy do strajku. Nie w tym momencie – dodaje pani Małgorzata.

Nauczyciele mają dość powtarzania, że pracują tylko po 18 godzin w tygodniu. – To kłamstwo – mówią. – Przed laty opracowano Kartę nauczyciela, w której na podstawie badań stwierdzono, że 18 godzin pod tablicą to co najmniej 40 godzin pracy. Kiedy podzielimy naszą stawkę nie przez 18 godzin, a przez 40 – a ostatnio przy zwiększonych obowiązkach nauczycieli mówi się, że jest to nawet 47 godzin – ta stawka jest dużo niższa – tłumaczy pani Krystyna.

Nawet 60 godzin na tydzień

Pani Helena (polonistka z dziesięcioletnim stażem za pracę na pełny etat zarabia nieco ponad 2 tys. zł na rękę): – Obowiązkiem nauczyciela jest również samokształcenie i samorozwój. To nie jest proste, gdy praca typowo szkolna zajmuje ok. 50 godzin tygodniowo. To nie mój wymysł, sama w zeszłym roku liczyłam te godziny – przy przedmiocie, jakim jest polski, sprawdzania prac jest mnóstwo. Jeśli chcę się dodatkowo rozwijać, wychodzi ponad 60 godzin.

Strajkujący nauczyciele ze Szkoły Podstawowej z oddziałami integracyjnymi nr 98 przy Grottgera w Warszawie
Strajkujący nauczyciele ze Szkoły Podstawowej z oddziałami integracyjnymi nr 98 przy Grottgera w Warszawie  AGATA GRZYBOWSKA

Pani Krystyna: – Ostatnio zamknięte zostały oddziały psychiatryczne dla dzieci. Opiekę nad dziećmi zapadającymi na depresję, podejmującymi próby samobójcze, samookaleczającymi się ma przejąć szkoła.

– Poradnie psychologiczno-pedagogiczne zapowiedziały, że w tej chwili mają czas tylko na wydawanie opinii i orzeczeń. Resztę mają przejąć szkoły – potwierdza pani Małgorzata. I dodaje: – Chcemy, by społeczeństwo doceniło naszą pracę. Wiem, że wspierają nas znani ludzie, cieszą się, że mieli dobrych nauczycieli. Wspominają sytuacje, w których nauczyciel im pomógł. Niekoniecznie wiedzą, czasem po prostu tym, że był. W momentach, kiedy dziecko potrzebowało, był ktoś, do kogo miało zaufanie. Bo nauczyciel często jest powiernikiem dziecka.

– Co mówią dzieci? – pytam.

– Że mama bije, że krzyczy. Że tata siada z kieliszkiem. Że jest głodne – odpowiadają nauczycielki.

– Zdarzało mi się dzielić swoim śniadaniem z dzieckiem – mówi pani Małgorzata. – Bo widziałam, że wszyscy wyciągają swoje z tornistrów, a np. dwójka dzieci nie ma.

– Ale dzieci przekazują też pozytywne informacje. Opowiadają o swoich sukcesach, przychodzą przeczytać wiersz. Rodzice często tego nie doceniają. Dla nich to nie jest wymierny sukces – dodaje pani Helena.

– Sukces jest sukcesem bez względu na jego miarę – mówi pani Krystyna. I dodaje, że skończyła też oligofrenopedagogikę, bo dzieci, które miały trudności z nauką i odnalezieniem się wśród rówieśników, miały z nią lepszy kontakt niż z rodziną.

Pani Małgorzata: – Mówimy o naszej pracy rzadko. Gdybyśmy codziennie bombardowali ludzi informacjami, ile mamy pracy, jak wykraczają poza nasze możliwości nakładane na nas obowiązki i jak my się borykamy z tym, żeby im sprostać, to nikt by nam nie uwierzył.

Wszystkie nauczycielki, gdyby nie strajk, pracowałyby w tym tygodniu w komisjach przy egzaminach.

– To nie tak, że strajkujemy i zapominamy, że jest dzień egzaminów. Nam bardzo zależy na uczniach. Wchodzenie codziennie do pustej szkoły jest traumatyczne. Ale jesteśmy zmuszeni do trwania w tej postawie. Jeżeli premier rządu mówi, że nic nie dostaniemy – to nie mamy wyjścia. Bronimy własnego zawodu, walczymy też o młodych, żeby chcieli przyjść na nasze miejsce, żeby w ogóle rozważyli taką możliwość – podkreśla pani Małgorzata.

– Lekarz, pielęgniarka, maszynista i przedstawiciele innych zawodów ponoszą ogromną odpowiedzialność. Ale naszej pracy się nie widzi. Nasza praca się należy i o niej się nie mówi. Nauczyciel jakiś być musi. „Jakiś” nauczyciel, ale czy dobry? Bo to są dwie różne rzeczy – dodaje. I jeszcze: – Nie wiemy, do czego doprowadzi nasza akcja. Wiemy, że walczymy o słuszną sprawę. I będziemy przy tym trwać.

– Będziemy strajkować, dopóki nie dostaniemy propozycji, która realizowałaby nasze postulaty – zapowiadają nauczyciele z SP nr 98.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    O to właśnie chodzi: żeby nauczyciel był niewidzialny, jak dyskretna służąca Marysia: ma zrobić swoje, a jeszcze można ją sponiewierać i postraszyć
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Boże. Prze+bane. Wstyd. Już poza wszystkim - ale jesteśmy w UE od 15 lat! Wolny kraj mamy od 30 lat! A zarobki tak w połowie między Niemcami a Ugandą...
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Obowiązki i kłopoty w pracy ma pewnie każdy, kto... wykonuje jakikolwiek zawód, czyli pracuje na swój byt.

    Różnica tylko jest taka, że problemy sprzątaczki, fryzjera, piekarza, kierowcy tira czy nawet informatyka... nie są medialne. I nad nimi też się, szanowne panie, nikt nie użala. Sprzątaczka pracuje za najniższą krajową, o ile w ogóle ma umowę o pracę. Fryzjerowi brakuje na ZUS (1265 zł miesięcznie, czy zarabia, czy nie). Kierowca tira nie widzi po kilka, kilkanaście dni w roku swojej rodziny, sypia kątem gdzieś w kabinie, wykonuje pracę siedzącą (problemy z kręgosłupem murowane), w każdej chwili może zginąć na drodze. Informatyk MUSI się nieustannie dokształcać, bo postęp technologii jest wprost niewyobrażalny. A wy, którzy wykonujecie pracę ODTWÓRCZĄ i powtarzalną, macie czelność narzekać na swój los? I na zarobki? Przy praktycznie gwarancji nieusuwalności zatrudnienia, która w postaci premii za ryzyko też powinna być obecna w wynagrodzeniach nieuprzywilejowanych pracowników?

    Zresztą zacytuję swój własny wpis z innego portalu:

    "A skąd taki oryginalny pomysł, że jeżeli ktoś jest przeciwko postulatom związkowców, jest z automatu przeciwko nauczycielom? To są zupełnie dwie różne sprawy, sprzeczne ze sobą. Postulaty podwyżki przy stanowczym odrzucaniu podniesienia pensum muszą się spotkać ze stanowczą dezaprobatą podatników, którzy mieliby się na to złożyć. Nauczyciele strajkują (albo grożą strajkiem) niemal co roku. Ale nigdy nie wyszli z propozycją uzdrowienia swojego środowiska. Pod płaszczykiem walki o dobro uczniów próbują ciągle wyciągnąć dodatkowe pieniądze dla siebie.

    Tymczasem sprawa jest prosta: trzeba znieść Kartę Nauczyciela. Zwiększone pensum sprawi, że 30% nauczycieli będzie do zwolnienia. Bo tak niskie sprawia, że mamy do czynienia z ukrytym bezrobociem, gdy nauczycieli jest za dużo. Ale za to pozostali otrzymają bez łaski 30% podwyżkę. Tak jest na całym cywilizowanym świecie. Polskie pensum należy do najniższych w Europie. Nie interesuje mnie, że "sprawdzacie klasówki" w domu. Jak każdy pracownik, 40 godzin tygodniowo powinniście spędzać w miejscu pracy, w tym 20 przy tablicy, 10 na sprawdzaniu klasówek i biurokracji, 10 na konsultacjach dla uczniów! Dopóki to nie zostanie wprowadzone, rynkowa wartość waszej pracy w przeliczeniu na przeciętne wynagrodzenie w całej gospodarce wynosi ok. 2800 zł. Nie będę się rozpisywał dlaczego, podam tylko wzór: 55000 x 9/11 x 30/40."

    Polecam film i artykuł na TVN Warszawa, gdzie pan Trzaskowski mówi, że nauczyciele w Wa-wie zarabiają przeciętnie 5000 zł brutto. Jest też nagranie z bodajże stycznia czy lutego, gdzie pan Trzaskowski wyraźnie mówi, że chciał dać nauczycielom kolejny raz podwyżkę ze środków samorządowych, ale pan Broniarz poprosił go, by odrobinę z tym zaczekał. Bo strajk nauczycieli bez tych z Wa-wy już nie byłby taki medialny, prawda? No i ta mityczna jedność środowiska pokazałby swoje prawdziwe oblicze.
    już oceniałe(a)ś
    1
    2
    Rozwiązanie jest proste - zmienić pracę. Nauczycieli ubędzie, stawki siłą rzeczy będą musiały wzrosnąć.

    A nie, czekaj, zapomniałem, większość skończyła jakieś bezużyteczne kierunki na trójach i nigdzie ich nie chcieli zatrudnić, dlatego są w szkołach.

    Sprzątaczki tyrają dłużej za mniej.
    @ustawiamdlasiebienick
    Chyba przesadziłeś z ironią.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0