Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Prezydencie,

1 marca tego roku, w piątek wieczorem, w Warszawie odbył się marsz upamiętniający tzw. żołnierzy wyklętych, zorganizowany przez środowiska nacjonalistyczne, odwołujące się do faszystowskich tradycji przedwojennego ONR-u i MW. Te środowiska to osoby związane z Obozem Narodowo-Radykalnym, Młodzieżą Wszechpolską, Ruchem Narodowym i przedstawicielami Konfederacji KORWiN Braun Liroy Narodowcy. Nie od dziś wiadomo, że retoryka towarzysząca obchodom Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” oparta jest nie tylko na wypaczonej i nieprawdziwej wizji historii, ale również na ignorowaniu pamięci o cywilnych ofiarach mordów „żołnierzy wyklętych” oraz idei jednonarodowej Wielkiej Polski, wykluczającej wszelkie mniejszości etniczne i religijne. W tym roku w związku z tymi obchodami szczególnie wyraźnie wybrzmiewała również retoryka antysemicka.

Flagi z falangami i mieczykami Chrobrego

Marsz rozpoczął się pod Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Uczestnicy wydarzenia, formując marszowy szyk, odpalili pochodnie i wznieśli flagi z falangami i mieczykami Chrobrego – znanymi od międzywojnia symbolami ruchów narodowych (symboliczny Szczerbiec wykorzystywany był również przez poszczególne brygady Narodowych Sił Zbrojnych). Ewidentnym jest, że poprzez używaną symbolikę oraz wyrażane treści (o których dalej) organizatorzy i uczestnicy marszu nawiązywali do organizacji propagujących ustrój totalitarny – faszystowski – demonstrując swoją bezwzględną i pogardliwą siłę.

Nie jest przypadkiem, że na banerach i transparentach tego marszu widniała postać Romualda Rajsa ps. „Bury”. Innymi postaciami czczonymi przez uczestników marszu są m.in. Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszka” i Józef Kuraś ps. „Ogień”. Co ich łączy, to fakt, że dowodzone przez nich oddziały mają na swoich rękach krew dziesiątek niewinnych ofiar, których „przewiną” były ukraińskie lub białoruskie korzenie albo wyznanie prawosławne. Do dziś żyją dzieci tych ofiar, niegodzące się na deptanie pamięci o swoich zamordowanych przodkach i czczenie bandytów, morderców, gwałcicieli i rabusiów. Oddawanie hołdu dowódcom pokroju „Burego”, „Łupaszki” czy „Ognia” jest treścią obchodów tego święta (nota bene uchwalonego za rządów PO-PSL; przypomnijmy, że 191 posłów Platformy Obywatelskiej głosowało za tym świętem, sankcjonując uznanie historycznego fałszu o rzekomo jednolitym charakterze polskiego ruchu oporu po 22 lipca 1944 r. i otwierając pole dla dalszych nadużyć). Hasła typu „»Bury«, »Bury«, nasz bohater!”, „Śmierć wrogom ojczyzny!”, „Narodowe Siły Zbrojne NSZ!”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, „Nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska narodowa” co roku z tej okazji powracają na ulice Warszawy.

Coraz więcej haseł antysemickich

W tym roku podczas marszu nacjonalistów pojawiło się więcej niż zwykle haseł jawnie i otwarcie antysemickich. Jan Bodakowski, współpracownik prawicowych portali internetowych, pojawił się na marszu z tabliczką „Zbyt wielu Żydów w tym i marcowych emigrantów mordowało »żołnierzy wyklętych«”. Z platformy padało hasło „Mówią miasta, mówią wioski, reżim pisowski jest prożydowski”. Kontrdemonstrujący na ul. Rakowieckiej usłyszeli od uczestników marszu: „Do Izraela, Mośki!”, a przy pl. Trzech Krzyży: „Do Izraela won!”, „Semickie gnidy!”.

My, antyfaszyści, obywatele Warszawy, liczyliśmy na to, że podobne hasła za Pana prezydentury nie będą miały szansy wybrzmieć. Że obserwatorzy z ramienia ratusza na widok jednoznacznie nacechowanych symboli oraz haseł ewidentnie rasistowskich i obraźliwych dla oponentów neofaszystów odważą się marsz rozwiązać. Ciężar takiej decyzji podjął prezydent Wrocławia. Nie sprostali mu niestety niepisowscy prezydenci Łodzi i Białegostoku oraz Pan, Panie Prezydencie Miasta Stołecznego Warszawy.

Wobec braku stosownych reakcji stołecznego ratusza sprzeciw wobec piątkowego marszu wzięli na siebie zwykli obywatele i zwykłe obywatelki, korzystając z niezbywalnego prawa do kontrdemonstracji. Policja, miast chronić obywatelskie protesty, przy ul. Rakowieckiej rozbiła pikietę Obywateli RP, którą tworzyły osoby siedzące na jezdni w całkowitym milczeniu, eksponujące pacyfistyczne hasła i białe róże symbolizujące 79 ofiar bandyty „Burego”. Wynosząc pikietujących, by zrobić miejsce dla treści rasistowskich, policjanci w tym roku zachowywali się szczególnie brutalnie, szarpiąc m.in. osoby o widocznym inwalidztwie, ciągnąc uczestników pikiety po ziemi i wykręcając im ręce. Jedna z tzw. 14 Kobiet z Mostu, które swoją determinacją obnażyły w 2017 r. rzeczywisty charakter tzw. marszu niepodległości, była niesiona w taki sposób, że dwukrotnie uderzyła głową o żeliwny słupek, zanim została w końcu rzucona na chodnik. Pytamy Pana: gdzie byli w tym momencie obserwatorzy z ratusza stołecznego i dlaczego nie podjęli żadnej interwencji?

Dlaczego marsz był legalny?

Kontrdemonstracja przy ul. Rakowieckiej nie była jedynym miejscem, w którym policja ograniczyła prawo do pokojowego wyrażania poglądów. Praktycznie nie było podczas piątkowego wieczora żadnej możliwości, aby zaapelować o szacunek i pamięć o cywilnych ofiarach, które padły z rąk niektórych „wyklętych”. Przy placu Trzech Krzyży policja otoczyła kilkudziesięcioosobowym kordonem cztery (sic!) osoby, których „winą” było trzymanie klepsydr upamiętniających cywilne ofiary mordów – kobiety, dzieci, niemowlęta, starców. Klepsydry te przesyłamy również na Pańskie ręce, Panie Prezydencie, ku Pana pamięci.

Klepsydra przygotowana przez kontrmanifestantówKlepsydra przygotowana przez kontrmanifestantów Joanna Gzyra-Iskandar

Wspomniana mikropikieta została dodatkowo zasłonięta przez radiowozy tak, aby marsz nacjonalistów pozostał całkowicie wolny od jakiejkolwiek szansy na refleksję. Osoby protestujące były bezprawnie legitymowane, bez podania jakiejkolwiek podstawy faktycznej takiego działania. W rzeczywistości żadnej podstawy faktycznej nie było, bowiem dla wszystkich stron jasne jest, że chodziło wyłącznie o utrudnienie eksponowania treści niezgodnych z wykładnią lansowaną przez władze kraju. Czy Pan też tak właśnie widzi wolność wyrażania poglądów, Panie Prezydencie?

Gdy marsz zbliżał się do placu Trzech Krzyży, na widok kobiet, które ośmieliły się protestować, z platformy popłynęły słowa organizatorów: „Garstka protestuje, więc ich pozdrówmy! Śmierć wrogom ojczyzny!”. Uczestnicy marszu podchwycili to hasło, a następnie wołali: „Ubywatele, wypierdalać!”, „Aaa, lewaki, lewakiii!”, „Do Izraela won!”, „Semickie gnidy!”, „Ubeckie małpy!” przy pełnej akceptacji tego faktu przez stołeczną policję oraz organizatorów marszu. Gdzie byli wówczas obserwatorzy z Urzędu Miasta?

Jak doszło do tego, że przedstawiciele Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Warszawy uznali, że marsz głoszący takie treści i jawnie odwołujący się do najgorszych przedwojennych tradycji ruchów narodowych, wynoszący na sztandary zbrodniarzy, powinien do końca pozostać legalny i być chroniony przez stołeczną policję, a podjęte w obywatelskiej odpowiedzi kontrdemonstracje powinny zostać udaremnione? W jakich okolicznościach Pan Prezydent zdecyduje o rozwiązaniu marszu?

Podczas kampanii wyborczej (w „Debacie Warszawskiej”) powiedział Pan, że „oczekuje [Pan] na jasną deklarację ze strony rządzących, że nie będzie miejsca na faszyzm, rasizm, na nawoływanie do nienawiści na naszych ulicach”. Tymczasem 1 marca tego roku warszawski ratusz ponownie zrobił dlań miejsce; na ulicach miasta 65 lat temu zrównanego z ziemią przez faszystów.

Oczekujemy zajęcia przez Pana jasnego stanowiska w tej sprawie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.