Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak zaczyna brakować miejsca w szafie, to trzeba ją opróżnić i stworzyć przestrzeń na nowe ciuchy. W przypadku szamba działa ta sama reguła – wyjaśnia mi jeden z mieszkańców ul. Astrów na os. Orężna w Piasecznie.

Wprowadził się tu w 2007 r. Podobnie jak sąsiedzi mieszka w domu z ogrodem. A przez cztery pierwsze lata także z szambem. – To była konieczność, bo brakowało tu kanalizacji. Musiałem kupić specjalny duży zbiornik, zakopać go w ziemi, porobić odpływy. To wymagało oczywiście zgód w urzędach, no i przede wszystkim kasy – mówi.

Ceny zakupu i instalacji szamba już nie pamięta, ale co miesiąc wydawał 500 zł na opróżnianie zbiornika. – Gdy robiło się pełno, włączała się czujka w garażu, a ja wzywałem szambiarkę. Jak nie przyjechała na czas, musiałem oszczędzać wodę. Zamiast 15-minutowego prysznica na mycie się przeznaczałem tylko dwie minuty – wspomina. Ograniczał też pranie i zmywanie.

Gigantyczna inwestycja w czasach wielkiego kryzysu

W 2011 r. przyszło nowe. Część osiedla (ul. Astrów, Irysów, Berberysowa) została wreszcie podłączona do kanalizacji. Tak jak wiele gospodarstw we wsiach Bobrowiec, Bąkówka czy Głosków w gminie Piaseczno. Inwestycja wpisywała się w gigantyczny program modernizacji systemu kanalizacji. W tym samym roku, gdy Polska stała się członkiem Unii Europejskiej, Bruksela przyznała gminie na ten cel prawie 32 mln euro. Pieniądze miały pójść na budowę 130 km kanalizacji sanitarnej, 25 przepompowni i 4 tys. przyłączy, a także przebudowę i rozbudowę dwóch oczyszczalni ścieków.

Oczyszczalnia ścieków w PiasecznieOczyszczalnia ścieków w Piasecznie FILIP KLIMASZEWSKI

Samorządowcy z Piaseczna liczyli, że dotacja z unijnego Funduszu Spójności pokryje aż trzy czwarte kosztów tej inwestycji. Ale szybko się okazało, że jest to nierealne. Światowy kryzys finansowy spowodował, że ceny w budownictwie szybko rosły, a kurs unijnej waluty mocno spadał. Wyszło na to, że Piaseczno do budowy kanalizacji musiało dołożyć nie –jak pierwotnie planowano – 50 mln zł, ale pięć razy więcej. Z inwestycji już nie można było zrezygnować, choć gminie groziło przekroczenie maksymalnego dopuszczonego prawem poziomu deficytu budżetowego. Była też konieczna, bo w Piasecznie szybko powstawały nowe domy i osiedla. W 2005 r. w gminie mieszkało 56 tys. osób. Dziś jest ich 87 tys. Wtedy 62 proc. gminy było objętych kanalizacją, teraz to już 92 proc.

Wzywałem szambiarkę co trzy tygodnie

– Pewnie, że jest lepiej – mówi Edyta Kaźmierczak z ul. Irysów. Przyznaje jednak, że nigdy nie mieszkała w bloku, więc szambo nie było dla niej nowością. Podliczyła z mężem, że odkąd jest kanalizacja, płacą za ścieki o jedną trzecią mniej. Miesięcznie wychodzi im teraz ok. 70 zł. – Najgorzej było jesienią i zimą podczas roztopów. Tu są bardzo podmokłe tereny i szambo w tym miejscu nie spełniało swojej roli, bo przepuszczało wodę gruntową. Miałem wielką beczkę o pojemności 10 tys. l i gdy schodziły śniegi, zdarzało się, że połowa zawartości zbiornika to nie była woda, którą zużyliśmy. Musiałem dzwonić wtedy po szambiarkę nawet co trzy tygodnie, latem tylko raz na trzy miesiące – przypomina sobie Paweł Kaźmierczak.

Dodaje, że wybudowanie kanalizacji nie cieszyło wszystkich mieszkańców: – Część się buntowała, że musi zapłacić za przyłącze 3 tys. zł. Mnie wtedy śmiech ogarniał, bo przecież gmina dokłada do tego biznesu 10 razy tyle, a ludzie się bulwersują, bo mają kredyty do spłacenia, wydatki domowe i jeszcze każą im za rurę płacić.

Pytałam męża: To ile wanien dziś?

Gmina chwali się, że dzięki Funduszowi Spójności udało się zmodernizować oczyszczalnie ścieków. Ta w Piasecznie wybudowana jeszcze w latach 70. XX w. zwiększyła przepustowość do 20 tys. m sześc. na dobę. To dwa razy więcej niż przed rozpoczęciem prac. – Dzięki rozbudowie oczyszczalni może ona teraz odbierać ścieki nawet od 140 tys. mieszkańców, czyli mamy spory zapas i możemy być spokojni, że przez kilkadziesiąt lat ten zakład nie będzie wymagał powiększania – zapewnia burmistrz Piaseczna Zdzisław Lis.

Dodaje, że dzięki funduszom unijnym w ostatnich latach wybudowano 25 km sieci wodociągowej. – Aż 97 proc. mieszkańców ma dostęp do bieżącej wody, którą można pić bez przegotowania. Kranówka dostępna jest także w szkolnych poidełkach – podkreśla burmistrz.

I chociaż woda z kranu nie powinna śmierdzieć, to nieprzyjemny zapach od czasu do czasu czuje w łazience Edyta Rybarczyk. – To oczywiście pestka w porównaniu z tym, jakie zapachy tu się unosiły, jak mieliśmy szambo – mówi. – Trzeba było uważać, żeby go nie przepełnić. Zawsze pytałam męża: „To ile wanien dziś?”. Jak mówił jakąś liczbą, to żartowałam, że dziś możemy się myć. No ale jak pojemnik się zapełniał, to zamiast wanny był szybki prysznic. No i modliłam się, żeby to się nie stało w niedzielę, bo to był jedyny dzień, kiedy szambiarze nie przyjeżdżali.

Dla Rybarczyków doprowadzenie do ich posesji rury na ścieki to spory zysk. – Miesięcznie wychodzi nam pięć razy mniej niż w czasach szamba – mówi Edyta Rybarczyk.

Piaseczno już za bogate dla Unii

Droga, którą dojeżdżają do swoich domów mieszkańcy ul. Astrów, Irysów czy Berberysowej, wygląda tak, jakby szambo wybijało tam codziennie: ubita, nierówna, pełna dziur wypełnionych błotem i kałużami. I tak jest tu od lat. – Bardzo czekamy na tę ulicę. Miała być robiona rok temu, ostatnio mówili o tej jesieni. Dopóki nie zobaczę, to nie uwierzę, że kiedykolwiek będzie tu lepiej. Zimą jeździ się jak po bajorze, latem unosi się kurz. Masakra – żali się Wioletta z ul. Astrów. – U nas przy domu zrobili chociaż oświetlenie, ale 100 m dalej nie ma ani jednej latarni. Strach chodzić po zmroku.

– 10 lat tu mieszkam i z roku na rok nas zwodzą. Boję się, że fundusze na remont przepadną i drogi nie będziemy mieli już nigdy. Wysyłam regularnie maile do urzędów, ale ciągle dostaję wymijające odpowiedzi, że trwają uzgodnienia. Typowa spychologia. Dziwne, że wszędzie dookoła drogi wyasfaltowali, a u nas jakoś się nie da – dorzuca Edyta Rybarczyk.

Pytam o to burmistrza. – Uspokajam mieszkańców: droga powstanie. Mamy 2,3 mln zł na jej budowę. To projekt rozpisany na lata 2014–2019. Czekamy teraz na decyzję o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej. Jak tylko do nas trafi, rozpisuję przetarg i na wiosnę zaczniemy prace – mówi Zdzisław Lis, który kończy w tym roku swoją drugą kadencję i nie startuje w najbliższych wyborach samorządowych.

Oprócz asfaltowej nawierzchni jezdni pojawią się latarnie, chodniki, a nawet ścieżka rowerowa. – To nie będzie inwestycja z pieniędzy unijnych, bo w tej chwili nie ma programu finansującego drogi z takich środków – wyjaśnia burmistrz. – Jesteśmy na tyle bogatą gminą, że startując w konkursach, wielokrotnie byliśmy odrzucani, bo przy naszych dochodach nie kwalifikujemy się na dotacje.

W tym roku budżet gminy Piaseczno wynosi pół miliarda złotych. Połowa tej sumy trafiła na oświatę, a 100 mln – na inwestycje. – Teraz walczymy o 2,3 mln zł z unijnego programu Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych na budowę 10 km ścieżki rowerowej, która ma się łączyć z takimi szlakami w Górze Kalwarii i Konstancinie – mówi burmistrz. – Pewnie ktoś powie, że to mało, ale ja się cieszę z każdej inwestycji, którą realizujemy.

———————————

Projekt „Future is now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Oczyszczalnia ścieków w Piasecznie

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.