Anna Szuflicka, 32-letnia projektantka wnętrz, po odejściu z korporacji musiała pracować non stop. Rano zlecony nadzór remontu mieszkania, potem godziny ślęczenia przy komputerze i wieczorne spotkania z klientami. Czasem przedłużało się nawet do 22. Gdy akurat nadchodził termin złożenia projektu, po powrocie do domu siadała jeszcze do pracy. Na życie prywatne i sen nie miała czasu. No chyba że uciszyło się trochę z deadline’ami. Wtedy potrafiła przespać nawet dwa dni.

Pozostało 93% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.