– Przeniosłam dziecko do szkoły prywatnej, choć była to dla mnie osobista porażka, bo wierzę w szkoły publiczne – opowiada Justyna Glusman z Ochoty, mama trójki dzieci. – Po reformie warunki w podstawówce po prostu bardzo się pogorszyły. Kiedy zapisywałam córkę do szkoły, liczyła ponad 300 uczniów, teraz jest prawie 500. Biblioteka została przeniesiona do małego pomieszczenia, gdzie nie ma miejsca dla dzieci, które wcześniej np. odrabiały tam lekcje. W świetlicy jest straszny tłok, lekcje wuefu odbywają się na korytarzu albo na zewnątrz.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej