Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziennikarze OKO.press jeszcze w niedzielę rozmawiali z rodziną Piotra S., który od 10 dni w stanie krytycznym przebywał w szpitalu przy ul. Lindleya. Miał poparzone 60 proc. powierzchni ciała.

„O 16.30 skończyliśmy rozmawiać z żoną i dziećmi Piotra S. Opowiadali, jak przeżyli 10 ostatnich dni od aktu samospalenia. Lekarze ostrzegali, że kryzys może przyjść w każdej chwili, ale zaczynaliśmy już mieć nadzieję. Rano okazało się, że trzeba było Piotra podłączyć do sztucznej nerki, to był niepokojący sygnał” – podaje serwis.

O godz. 17.20 dziennikarze dostali SMS-a od syna Piotra S. o treści: „Nie żyje”.

Piotr S. podpalił się pod Pałacem Kultury

Do dramatycznego zdarzenia doszło 10 dni wcześniej, w czwartek 19 października, na pl. Defilad w Warszawie. Piotr S. postawił głośnik na prowizorycznym dworcu autobusowym, puścił „Kocham wolność” Chłopców z Placu Broni, wokół rozsypał ulotki, mówił do megafonu, że protestuje przeciwko łamaniu przez rząd wolności obywatelskich. Oblał się płynem łatwopalnym i podpalił, krzycząc: „Protestuję!”.

Ugasili go przechodnie, pogotowie w stanie krytycznym zabrało go do szpitala. Nasz reporter był na miejscu kilka chwil po zdarzeniu. Sfotografował fragmenty listu znajdującego się na kartkach, które Piotr S. rozrzucił przed samospaleniem.

Nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę, że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa

– pisał w nim m.in. Piotr S. W kilkunastu punktach wymieniał zarzuty przeciwko rządom PiS. Między innymi protestował przeciwko „wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów”, „obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji”, przeciw niszczeniu przyrody i łamaniu zasad demokracji.

Hasła wypisane na asfalcie - po samospaleniu, którego pod Pałacem Kultury dokonał Piotr S z Niepołomic. Warszawa, 22 października 2017Hasła wypisane na asfalcie - po samospaleniu, którego pod Pałacem Kultury dokonał Piotr S z Niepołomic. Warszawa, 22 października 2017 Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Protest na murach

Od czwartku w różnych miejscach w Warszawie ktoś maluje krótkie cytaty z listu. Przy trybunie honorowej na pl. Defilad pojawił się napis: „Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej”. Na chodniku przed domem Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu: „Nie czekajcie dłużej. 19 X 2017”. W ciągu dnia napisy były zmywane, ale pojawiają się ponownie.

Piotr S. miał 54 lata, mieszkał w Niepołomicach. Żona pracuje w aptece, córka jest doktorantką na ASP, a syn doktorantem telekomunikacji na AGH. „Dla nas to jest szokująca sytuacja. Tata jest bardzo spokojnym człowiekiem. Tak gwałtowny sposób, jaki wybrał – nie rozumiem” – mówiła córka zmarłego w rozmowie z OKO.press. Żona: „Mnie też zaszokowała forma protestu – jak bardzo musiał być zdesperowany, w jakim musiał być stanie, żeby coś takiego zrobić? Jak bardzo przepełniła się ta czara… Często mówił, że jest rozżalony, bezsilny”.

Napis 'Pamiętamy' i data samospalenia Piotr S. pod siedzibą PiS na NowogrodzkiejNapis 'Pamiętamy' i data samospalenia Piotr S. pod siedzibą PiS na Nowogrodzkiej SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Rodzina Piotra S. przyznaje, że od ośmiu lat chorował na depresję. Jednak w listach pozostawionych przed próbą samobójczą prosił, by nie łączyć jego aktu z chorobą. „W listach, które napisał do nas, podkreślił, że to, na co się zdecydował, nie ma związku z chorobą. I że decyzję podjął już jakiś czas temu” – mówi syn.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.