Czy warszawiakom znowu przyjdzie szukać atrakcyjnych i niedrogich tras lotniczych z dala od swojego miasta? Tak było już w poprzedniej dekadzie. Żeby polecieć do Amsterdamu, jeździło się do Krakowa, skąd startowały samoloty taniej linii ze Słowacji. W drodze do Dublina opłacało się zaś zahaczyć o łódzkie lotnisko Lublinek, gdzie dużo wcześniej zadebiutował irlandzki Ryanair.

Okęcie uchodziło za drogie i niedostępne dla przewoźników niskokosztowych, dlatego warszawiacy nie mogli się doczekać otwarcia portu w Modlinie.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej