Węgiel dowożony konno

7/10

fot. Zbyszko Siemaszko

Cóż za kontrast! W tle nowe bloki z centralnym ogrzewaniem, a na jezdni konie z mozołem ciągną wóz wyładowany po brzegi węglem. Jednak Warszawa lat 60 to wciąż nie tylko tysiące domów i domków na przedmieściach, Pradze i Dzikim Zachodzie, ale też stare kamienice w centrum opalane piecami węglowymi. To na koniach spoczywała w dużej mierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo węglarzy. Bo oni zwykle byli już po kilku głębszych.

- Wozaka zawsze trzeba było pilnować. Z reguły próbował oszukiwać. A to na wadze, a to dał za dużo miału. Jak mu się dało coś w łapę to wybrał lepszy węgiel. Mniej kiepskiego miału węglowego więcej niewielkich kostek węgla, czyli orzecha. Orzechem w piecu paliło się najwygodniej. Nie trzeba było go rozbijać, tak jak większych kawałków węgla - opowiadała mi przed laty pani Jolanta Błaszczyk, która szefowała działowi Varsavianów Biblioteki Publicznej na Koszykowej. Na szerokim ekranie, kapitalnie zagrani warszawscy węglarze pojawili się w filmie Stanisława Barei "Miś" z 1980 r.

Wszystkie zdjęcia
  • Wiech w dorożce
  • Życie na basenach
  • Tam gdzie potem był Hortex
  • Warszawa numer 100 000
  • Był czas
  • Młodzi na rogu Nowego Światu
  • Węgiel dowożony konno
  • Bar Praha z kawiarnią, ale bez knedlików
  • W Lajkoniku damy z łasiczką już nie ma
  • Kamienica z ruchomymi schodami
Tematy ważne dla Warszawy
Tym żyje Warszawa
Magazyn Kuchnia
Tematy
Miejsca
Ludzie
Dzielnice