Hanna od czerwca już nie jeździ na hulajnogach. Po raz ostatni wypożyczyła ją po lekcji salsy. Wracała do domu chodnikiem. Na Grochowskiej zjechała na przejście dla pieszych, ale już nie dała rady wjechać na chodnik. – Oświetlenie było słabe, a ja zmęczona. Nie zorientowałam się, że kółka są za małe, żebym mogła wskoczyć na krawężnik – opowiada. Hulajnoga złamała się na pół. Hanna upadła, łamiąc nadgarstek, rękę i w trzech miejscach żuchwę. Rękę wsadzili jej w gips.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej