Od kamienicy w okolicy Rynku Kościuszki w Białymstoku, gdzie ktoś napisał „Jebać pedałów”, do miejsca, w którym zakończył się marsz, jest pięć minut spacerem. – Do tej pory napis nikomu nie przeszkadzał – mówi Grzegorz Walasek. – Może dlatego, że tu nie ma pedałów – dodaje. Mieszka naprzeciwko, napis mija codziennie, ale polityką się nie zajmuje, więc hasło go ani ziębi, ani grzeje.

O tym, że w sobotę ulicami Białegostoku przeszedł marsz, Walasek dowiedział się dzień później z TVP Info.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej