– Tadeuszek grzeczny był. Nie wykłócał się. Taki „dziękuję, przepraszam”. Do czasu. Pod koniec to trudno z nim było kontakt złapać. Przez alkohol to wszystko – opowiada pan Marian. Spotykam go przed blokiem przy ul. Popiełuszki. Starszy mężczyzna podpiera się kulą, drugą ręką ciągnie na wózku szafkę, którą zamierza zamontować pod zlewem w swoim mieszkaniu na parterze. Tadeusza nie widział od kilku dni, odkąd ten wyniósł się z budynku. – Ja na górę nie wejdę przez tę nogę w żylakach. Nawet spojrzeć nie mogę, bo mi się w głowie kręci, ale podobno tam mu drogę na strych drutem kolczastym odgrodzili – mówi emeryt z parteru.

Tadeusz, czyli Trampek

8 lipca, w poniedziałek rano, Ewelinę obudził głośny dźwięk wiertła ryjącego ścianę na klatce schodowej. – Jakiś mężczyzna wiercił dziury i powiedział, że montuje furtkę. No nic, wyszłam z domu i wróciłam dopiero po południu – mówi mieszkanka budynku przy Popiełuszki. Po powrocie zastała przed drzwiami konstrukcję z drutu kolczastego. Furtkę przytrzymuje zapięcie rowerowe, sieć z drutu kolczastego rozciąga się od barierek po sufit. Zrobiła zdjęcie, wrzuciła na Facebooka i podpisała: „Od jakiegoś czasu na naszej klatce schodowej, tuż pod strychem, zdarza się nocować osobie dotkniętej kryzysem bezdomności. To zamontowali nam dzisiaj rano”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej