Małgorzata Zubik: Za chwilę wakacje, a pani napisała do szkoły list w sprawie religii. Dlaczego?

Agata Diduszko-Zyglewska, radna Warszawy (klub Koalicji Obywatelskiej): Poprosiłam, kolejny już raz, żeby dyrektorka szkoły mojego dziecka zaplanowała od września zajęcia tak, żeby nieobowiązkowa religia, ale też etyka, choć z nią nie ma tego problemu, nie odbywały się pomiędzy lekcjami obowiązkowymi.

Dzieci dostają plan lekcji na początku roku szkolnego i gdy rodzice próbują wtedy coś z tym zrobić, słyszą, że jest za późno. Teraz więc napisałam przed wakacjami.

Do pisania podobnych listów zachęca pani innych rodziców, zwłaszcza uczniów z podwójnego rocznika, którzy pójdą do liceów. Piszą?

- Dostaję sygnały, że wysyłają listy, podają, do których szkół napisali. Jeśli nie będziemy reagować, nic się nie zmieni. Nieobowiązkowa religia w liceach w środku planu oznacza w wielu szkołach konieczność nauki na dwie zmiany. Nie może być tak, że matematyka czy fizyka będą o 7 albo o 16, bo najlepsze godziny dostanie katecheta. Takie ustawienie planu to działanie na szkodę wszystkich dzieci. A tych godzin religii w średniej wielkości szkole jest nawet sto tygodniowo. W moim liście podpieram się stanowiskiem władz Warszawy dotyczącym umieszczania religii i etyki przed albo po obowiązkowych lekcjach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej