Wszyscy inni w więzieniu myśleli, że siedzi za jazdę po alkoholu. Sutanny nie nosił, msze odprawiał w zamkniętej kaplicy, modlił się, gdy wszyscy spali.

Dusza towarzystwa

Urodził się w 10-tysięcznej Lubawie pod Ostródą. Miał siedmioro rodzeństwa. Już jako nastolatek wiedział, że chce być księdzem. Skończył szkołę muzyczną i wstąpił do seminarium Redemptoris Mater w Warszawie. W czasie formacji studiował na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Dwa lata filozofii, trzy lata teologii i egzamin końcowy. Ostatni, szósty to rok pastoralny. Homiletyka, spowiednictwo, praktyki katechetyczne w szkole.

W seminarium nauczył się włoskiego. Jako alumn dołączył do wspólnoty neokatechumenalnej w Warszawie. Po święceniach przydzielono go do parafii Najświętszej Marii Panny Matki Kościoła na Mokotowie. W szkole podstawowej nr 97 uczył religii.

Marcin Bójko, przyjaciel ze wspólnoty: – Siadaliśmy do stołu, rozmawialiśmy, piliśmy wino, śmialiśmy się.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej