Ceny najmu błyskawicznie rosną. Jest to szaleństwo, a porównując tempo wzrostu średniego wynagrodzenia do wzrostu cen najmu, wręcz patologia – mówi Kuba.

Niedawno zrezygnował z wynajmu 34-metrowego mieszkania na Pradze-Północ. – Od ośmiu lat pracuję i zarabiam na swoje utrzymanie, mam wyższe wykształcenie, ale gdyby nie wsparcie rodziców, na pewno nie byłoby mnie stać na wynajmowanie samodzielnej kawalerki – opowiada. Płacił 2,2 tys. zł miesięcznie, właściciel chciał więcej, więc Kuba się wyprowadził. Kilka dni temu kupił mieszkanie na kredyt. Pożyczył z banku 250 tys. zł na 20 lat. – Przy minimalnym wkładzie własnym i rozłożonym kredycie już nawet na 20 lat rata kredytu i koszt czynszu administracyjnego jest tańszy niż wynajmowanie mieszkania. U mnie te koszty będą niższe o 20 proc. – szacuje. W internecie znalazł ogłoszenie ze swoim niedawnym mieszkaniem, ale już z nową stawką – 2,5 tys. zł za miesiąc.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej