Od początku roku sklepy w centrach handlowych mogą działać tylko w jedną niedzielę w miesiącu – to konsekwencja ustawy przyjętej w ub.r. przez Sejm. Przepisy dotyczą co prawda tylko sklepów, a to oznacza, że kawiarnie, salony fryzjerskie czy kina mogą być czynne także w niedziele z zakazem handlu. Ale nie zawsze się to opłaca. Bo o ile jeszcze do kina ludzie wciąż wybierają się specjalnie, to nikt robi wyprawy do galerii handlowej na kawę czy lody. To produkty, które kupuje się impulsywnie, między wizytą w jednym sklepie a drugim.

Nie ma kina – nie ma klientów

– Wiele placówek kwalifikuje się do zamknięcia, bo rachunek biznesowy się nie spina. Mamy podpisane umowy z właścicielami obiektów i musimy płacić czynsz. Nikogo nie interesuje wysokość naszych obrotów – powiedział niedawno w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl Zbigniew Grycan, współwłaściciel sieci lodziarni Grycan Lody od Pokoleń. Na niedziele bez handlu narzeka od dawna. Rok temu mówił na konferencji prasowej, że całodniowy niedzielny utarg jednej z jego lodziarni w galerii handlowej wyniósł zaledwie 134 zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej