Kiedy przychodził w mundurze, koleżanki Magdy pąsowiały z zazdrości. A sąsiedzi mówili, że Piotr wyprowadzi ich na prostą. Taki przykładny, troskliwy. No i policjant. Z policjantem krzywda stać się nie może.

Spotykamy się na Starej Pradze. Odrapana kamienica, skrzypiące schody. Ale w dwupokojowym lokalu na trzecim piętrze jest schludnie i czysto. Magda ma 22 lata. Mieszka tu z narzeczonym i trzytygodniowym Maciusiem.

To, co mówi mi dziś przy rozpuszczalnej kawie, opowiadała już dwukrotnie. Pierwszy raz w 2017 r., w wydziale spraw wewnętrznych Komendy Stołecznej Policji. Drugi – kilka miesięcy później – w prokuraturze.

Bo wcześniej milczała jak grób. Najpierw ze strachu przed domem dziecka. Potem ze wstydu. Że czekała tak długo.

Łaskotki

Mieszkały z mamą w domu na Pradze. Ojciec wyprowadził się, jak miała pięć lat. Potem zabierał ją tylko na niedziele. Nawet wtedy nie umiał się powstrzymać. Kiedy brał ją na ręce, zawsze śmierdział wódką.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej