Szanowna Pani Hanno,

Dziękuję za Pani odpowiedź [można ją przeczytać tutaj]. Ja również pozwolę sobie pominąć zbędne wstępy i przejść od razu do rzeczy.

Tezą tej części mojego felietonu, która dotyczyła Pani rządów w Warszawie, nie było, to, że miasto nigdy niczego nie dofinansowało społeczności LGBT, tylko że „otaczanie troską” różnych grup było – wbrew temu, co Pani sugeruje – zdecydowanie niewspółmierne.

A było ono, będę się upierał, niewspółmierne zarówno na poziomie konkretnym, jak i symbolicznym.

Zacznijmy od pierwszego. Pisze Pani, że traktowała Pani różne grupy „równo” i podaje przykłady oraz sumy. Spróbujmy je przeliczyć. Jedyne znane mi szacunki wielkości warszawskiej społeczności LGBT to podawane przez Miłość nie Wyklucza 150-200 tys. osób – nie znaczy to oczywiście, że tyle mamy ujawnionych lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów. Rzeczywisty procent mniejszości seksualnych jest zapewne stały dla ludzkości, natomiast procent ludzi żyjących otwarcie, w zgodzie ze sobą, bardzo się różni pomiędzy krajami, a to z racji sytuacji prawnej i społecznej. W krajach, gdzie za homoseksualizm grozi kara śmierci, będzie on diametralnie różny od krajów pełnej równości prawnej i walki z homofobią. Dość powiedzieć, że według badań prof. Izdebskiego w Polsce, gdzie homoseksualistów przecież w ostatnich dekadach nie palono na stosach ani nie kamienowano, w pokoleniu czterdziestolatków ponad 40 proc. homoseksualnych mężczyzn ukrywa się w związkach małżeńskich z kobietami; wśród starszych pokoleń odsetek ten był zapewne jeszcze większy. Wiemy też, że osoby LGBT z reguły gromadzą się w wielkich miastach – duże ośrodki dają anonimowość, pozwalają uciec od rodziny, plotek, ukrywać się z ukochanym czy ukochaną przed wścibskimi sąsiadami; wreszcie też dają większe szanse na poznanie partnera czy partnerki. Położenie geopolityczne Polski sprawia, że nasze miasto jest coraz częściej taką bezpieczniejszą (choć niekoniecznie bezpieczną) przystanią dla osób LGBT nie tylko z Podkarpacia czy Podlasia, ale również z Ukrainy, Rosji, Białorusi. Liczba 150-200 tys. osób LGBT w Warszawie nie wydaje się zatem przesadzona.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej