– Trudności, które napotkaliśmy podczas pogrzebu ojca, były traumatyczne – mówi pan Marek, nasz czytelnik. Podzielił się z nami swoją historią po przeczytaniu tekstu w „Stołecznej” o świeckim pogrzebie na Powązkach, który nie doszedł do skutku z powodu wysokich opłat, jakich zażyczył sobie ksiądz (m.in. ponad 2 tys. zł „na infrastrukturę” i opłaty kancelaryjne, 500 zł na odnowienie Powązek, 1,2 tys. zł dla kamieniarza za otwarcie grobu).

Bramę otwieram o 14.30

Pan Marek skargę na prałata Marka Gałęziewskiego, który zarządza Starymi Powązkami, złożył 9 stycznia 2016 r. podczas osobistego spotkania z kard. Nyczem. Wręczył mu pismo, w którym prosił o „wyciągnięcie konsekwencji i ukaranie prałata swoim zachowaniem kompromitującego stan duchowny”.

– Jestem pułkownikiem w stanie spoczynku, tak jak mój nieżyjący ojciec. Matka znała się z jednym z wysoko postawionych kardynałów. To on w 1994 r. pomógł rodzicom kupić miejsce na Powązkach. Oprócz 12 tys. zł opłaty za grób matka przekazała także darowiznę księdzu, na którą nie otrzymała pokwitowania – opowiada.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej