Dlaczego metro w Warszawie nigdzie nie wyjeżdża na powierzchnię? To pytanie zadaje sobie wiele osób, które chciałyby przyspieszenia budowy i obniżenia jej kosztów. Miasto Jest Nasze zaproponowało wczoraj taki naziemny odcinek przyszłej III linii, choć jej trasa nie zapowiada się w całości optymalnie.

PRL-owskie plany metra

Najważniejsze, że dyskusję udało się wyprowadzić z zacisza urzędniczych gabinetów. Przed tygodniem „Stołeczna” ostro skrytykowała to, że podwładni prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego obstają przy PRL-owskich planach metra krążącego po Grochowie i urywającego się na stacji Stadion Narodowy. Prognozy ruchu pokazują, że pasażerów byłoby tam niewielu mimo ogromnych kosztów budowy i późniejszej eksploatacji.

Radni przeznaczyli 12,5 mln zł na ustalenie nowej trasy III linii i warto, żeby eksperci zrobili to porządnie. Miasto Jest Nasze przypomina, że w latach 70. planowano ją z Gocławia przez Grochów i dalej pod ul. Świętokrzyską na Wolę, tak jak obecną II linię. Tę z kolei – od Tarchomina przez Pragę na południe Śródmieścia i Ochotę. Zamiana prawobrzeżnych końcówek na przełomie wieków spowodowała duże problemy, z którymi przyszło się nam teraz mierzyć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej