Dobra wiadomość dla uczniów i rodziców jest taka, że wszyscy chętni w zasadzie powinni gdzieś znaleźć miejsce do nauki. – Przygotowaliśmy dokładnie 43 025 miejsc – informuje wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska. Dziękowała dyrektorom szkół i urzędnikom od oświaty. – Przygotowywaliśmy się do przyjęcia podwójnego rocznika od wielu miesięcy, szkoła po szkole, ławka po ławce i krzesło po krześle.

Kumulacja roczników i wielkie liczenie

Wielkie liczenie objęło 95 liceów, 45 techników i 21 szkół branżowych, czyli dawnych zawodówek. Na sale dydaktyczne przeznaczano każde wolne pomieszczenie. Szkoły, które zarabiają na wynajmie sal, rozwiązują umowy, likwidują służbowe mieszkania, powiększają się o dodatkowe pomieszczenia w innych budynkach. Wszystko po to, by pomieścić wyjątkową w tym roku liczbę uczniów. Kumulacja roczników w liceach i szkołach zawodowych to efekt zmian w oświacie. Z powodu likwidacji gimnazjów i wydłużenia nauki w podstawówkach nowej szkoły będą szukać jednocześnie ostatni absolwenci gimnazjów i pierwsi po ośmioletniej podstawówce. Miejscy urzędnicy spodziewają się, że do szkół zgłosi się ok. 43–44 tys. uczniów ze stolicy i okolic. To ponad dwa razy więcej niż zwykle (w zeszłym roku naukę w klasach pierwszych zaczęło ok. 19 tys. uczniów). Szkoły zorganizują dla nich 1360 klas pierwszych. 52 proc. miejsc zaplanowano dla absolwentów podstawówek, których jest po prostu więcej. To dzieci z dwóch roczników, część z nich poszła do podstawówki w wieku sześciu lat. Do liceum wybierają się więc 16-, 15- i 14-latkowie. – Globalnie udało nam się zdublować liczbę miejsc – mówi Joanna Gospodarczyk, dyrektorka Biura Edukacji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej