Mądrzy ludzie powiadają, że od czytania komentarzy w necie dostaje się raka mózgu. A jednak czasem to robię, bo sporo mogę się z tych wpisów dowiedzieć o społeczeństwie – czegoś, czego nie dowiedziałbym się z rozmów z moimi bliskimi czy znajomymi. Przy czym, jasne – anonimowe trolle nie stanowią miarodajnej grupy, a ich agresja nie powinna być brana za cechę całego społeczeństwa. Ale ja nie o nich, tylko o zwykłych użytkownikach Fejsa i prenumeratorach „Wyborczej”, mieszkańcach stolicy, którzy wypowiadali się ostatnio pod dwoma artykułami dotyczącymi bezdomnych.

Pierwszy dotyczył tego, że po ulicach Warszawy zaczął kursować specjalny, bezpłatny autobus, czyli Mobilny Punkt Poradnictwa, który sześć razy dziennie objeżdża miasto, ułatwiając dostęp do jadłodajni, łaźni, dworców oraz kontakt ze streetworkerami specjalizującymi się w pomocy bezdomnym. Drugi – komunikatu straży miejskiej, że zgodnie z interpretacją przepisów prawa, jeśli bezdomni nie awanturują się ani nie są pijani, tylko chronią się przed mrozami na klatkach schodowych, nie będą stamtąd usuwani.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej