Córka Doroty przyszła na świat w listopadzie ub.r. w niedawno otwartym szpitalu pediatrycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Żwirki i Wigury. Nie praktykuje się tu porodów z osobistą położną. Jeśli ciężarna liczy na taki luksus, musi wybrać inną placówkę. Dorota zdobyła się na odwagę. – Sądziłam, że dam radę. Ale nie było lekko. Córka utknęła, trzeba było ją reanimować. Czy osobista położna coś by zmieniła? Zareagowała na czas? Nie wiem. Wiem tyle, że teraz mam traumę i awersję do naturalnego porodu – przyznaje.

Jagoda także rodziła na Żwirki i Wigury, czyli bez położnej na żądanie. Przez moment wahała się, czy nie wybrać Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny przy Madalińskiego, gdzie można skorzystać z płatnej opieki. Wiele kobiet pęka i płaci.

Poród i opieka położnej w szpitalach publicznych są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Pacjentce przysługuje poród w dowolnie wybranym szpitalu, nawet jeśli przyszła mama jest nieubezpieczona. Dostaje leki, środki uśmierzające ból, w niektórych szpitalach są też darmowe porady laktacyjne. Przy porodzie może towarzyszyć bliska osoba i ten przywilej też nie podlega wycenie.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej