Kłopoty ze śmieciami omawiano wczoraj na sesji sejmiku Mazowsza. Wicemarszałek Janina Orzełowska mówiła: – Mamy dramatyczną sytuację w regionie warszawskim. Tylko jedna instalacja może legalnie działać. Pozostałe mają uchylone pozwolenia zintegrowane.

Bez nich zakłady (sortownie czy składowiska) nie powinny przyjmować śmieci. Pozwolenia to rodzaj urzędowej licencji, dzięki której wiadomo, że firma przestrzega przepisów o ochronie środowiska i działa według najlepszych technologii. – Stoimy przed groźbą, że część instalacji nie będzie odbierać śmieci w regionie warszawskim. Pisaliśmy do ministra, premiera. Bez odpowiedzi. Czy zatem śmieci będą leżały na ulicach? Mamy dziś, powtarzam, tylko jedno pozwolenie w regionie warszawskim. A tu jest największy strumień śmieciowy – podkreślała wicemarszałek.

Tylko jedna firma z licencją

Według danych Urzędu Statystycznego w Warszawie w 2017 r. na Mazowszu zebrano 1,78 mln t odpadów komunalnych. To 15 proc. śmieci z całego kraju. Wszystkie trzeba przerobić w odpowiednich zakładach. Nawet te, które jadą na składowiska. Pozwolenia dla instalacji wydaje marszałek. Od jego decyzji można się odwołać. Sprawa trafia wtedy aż do resortu środowiska. W rejonie Warszawy tylko jedna decyzja ministra środowiska jest pozytywna. Podpisał się pod licencją dla firmy Byś i jej sortowni na Bielanach. – Odwołujemy się już kolejny raz, minister jest nieugięty – mówi właściciel jednej z firm.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej