Piotr Tymochowicz (wyraził zgodę na publikację nazwiska i wizerunku) rok temu został zatrzymany przez policję. Nie przyznaje się do tego, co zarzuca mu praska prokuratura. Wyjaśnienia w sądzie składał za zamkniętymi drzwiami (z uwagi na intymne szczegóły).

Ale podczas mowy końcowej wygłoszonej w tym tygodniu przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ, której dziennikarze mogli się przysłuchiwać, Piotr Tymochowicz (rocznik 1963) przekonywał: – Nie mam skłonności, które mi się na siłę wmawia. Nie musiałem sobie w taki sposób urozmaicać życia. Nie wchodziłem ani na zwykłe, ani na niezwykłe strony pornograficzne.

Opowiadał, że czuje się „jak w filmie". – Nie wyobrażam sobie, że mogę być skazany za coś, czego nigdy w życiu nie zrobiłem – mówił Tymochowicz, który na rozprawy w toczącym się od czerwca procesie jest przywożony z aresztu. – Dlatego już czuję się skazany.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej