KATARZYNA BEDNARCZYKÓWNA: Mówią ci, że jesteś nawiedzona?

DOBROSŁAWA GOGŁOZA: Już nie. Walka z fermami przemysłowymi przestała być w Polsce dziwactwem. Nie chodzi o to, że ludzie się z nami zgadzają, raczej oswoił się temat.

Pierwsza polska ustawa o ochronie zwierząt weszła w 1997 r., gdy alternatywą dla mięsa był kotlet sojowy.

– Teraz jest tak: w porównaniu z Europą Zachodnią, szczególnie Skandynawią, wciąż wypadamy średnio; ale znacznie wyprzedzamy inne kraje Europy Środkowo- -Wschodniej. Weźmy Kijów, tam jest dużo ciężej, ale dwie największe sieci kawiarni mają już do wyboru mleko roślinne.

Na Ukrainie, w Rosji czy na Białorusi zauważyłam paradoks: jest duże powątpiewanie społeczne w temacie ochrony zwierząt i mniej rozwinięta wrażliwość, ale produkty roślinne da się kupić. Dzięki religii. Katolicy praktycznie zrezygnowali z zakazu jedzenia mięsa, za to w prawosławiu post jest wege, nakręca rynek. Polecam wycieczkę na Wschód w trakcie postu, wtedy prawie wszystkie restauracje mają osobne, wegańskie karty. Produkuje się postne słodycze z mlekiem kokosowym zamiast krowiego.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej