W środę ok. godz. 10 na Bemowie zderzyły się dwa tramwaje. Dyspozytor z policji poinformował zgłaszających, że na radiowóz trzeba czekać pięć godzin. To dlatego, że rano na ulice Warszawy wyjechały tylko dwa samochody drogówki.

Braki kadrowe dotknęły też wydziały wywiadowczo-patrolowe. – W niektórych komendach pieszych patroli jest o połowę mniej. Żeby łatać luki, do zespołów dołączają kryminalni – słyszę od jednego ze stołecznych funkcjonariuszy.

„Epidemia psiej grypy” – tak akcję masowego brania zwolnień lekarskich nazywają sami policjanci. Rzecznik prasowy komendy stołecznej nie chce powiedzieć, ilu policjantów skorzystało ze zwolnienia. – Pamiętajmy, że na dostarczenie odpowiedniego dokumentu jest kilka dni – mówi, ale przyznaje, że na L4 przebywa obecnie więcej osób niż zazwyczaj. – To nie jest sytuacja komfortowa, ale ciągłość służby jest zachowana – informuje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej