W Polsce od stycznia do połowy października zachorowało 128 osób, ponad dwa razy więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Kilka dni temu odra zaatakowała w podwarszawskim Pruszkowie. Zaczęło się od kilkorga dzieci z jednej podstawówki, a w niedzielę sanepid zanotował już 18. z kolei przypadek zachorowania. Żadna z zarażonych osób nie była zaszczepiona. By zahamować rozprzestrzenianie się odry na Mazowszu, w Pruszkowie, Piasecznie i Warszawie, trwają szczepienia osób, które miały kontakt z chorymi.

Leku na odrę nie ma

Pojawienie się odry mobilizuje rodziców dzieci, które do tej pory nie dostały dawki szczepionki: niektórzy nie mogli umówić się na szczepienie z maluchami, bo te akurat chorowały, inni zaniedbali sprawę.

– Wszyscy wkoło mówią o odrze w Pruszkowie. I dobrze, sprawdziłam kalendarz i okazało się, że muszę pójść na szczepienie z dziesięciolatkiem, żeby powtórzyć dawkę – mówi mama z Warszawy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej