Dalekosiężne, a zarazem kosztowne oraz oryginalne plany rząd i politycy PiS forsują na Mazowszu. Gotowi są utopić dziesiątki miliardów złotych, nie mając wiarygodnych analiz, przekonujących danych ekonomicznych i transportowych. A przede wszystkim pieniędzy.

Z kotem w świat

Wszystko opiera się na wizji, którą 17 lutego 2017 r. podczas radiowej rozmowy w Międzynarodowym Dniu Kota nakreślił przy okazji prezes partii Jarosław Kaczyński: „Czy w kraju, który ma co prawda dość znaczną powierzchnię, ale taki okrągły kształt, jest sens budowy dużej liczby lokalnych lotnisk? Czy nie lepiej mieć takie potężne lotnisko międzynarodowe, światowe gdzieś niedaleko Warszawy? Polska nie może być prowincją. Nie możemy się zgodzić, że my jesteśmy tylko krajem, w którym lotniska są początkiem drogi do innych wielkich lotnisk, np. do Frankfurtu czy teraz, jak nam często proponują, do Berlina. Dlaczego w Wiedniu jest lotnisko, z którego można lecieć do Ameryki Południowej, do Australii, a w Polsce takiego nie ma? Lotnisko praskie jest już lepiej połączone niż Okęcie. To wielkie międzynarodowe lotnisko jest nam potrzebne i to jest według mnie priorytet” – oznajmił prezes PiS na falach Radia Podlasie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej