Chodzi o linię obwodową PKP na Woli między Dworcem Zachodnim a Dworcem Gdańskim. Przetarg na modernizację tego 6-kilometrowego odcinka spółka PKP Polskie Linie Kolejowe ogłosiły w październiku 2015 r., zanim PiS objął władzę w Polsce. Dla inwestycji wcześniej też pozyskano dofinansowanie Unii Europejskiej, wykonawcą była firma Budimex.

Spóźniona i niedokończona inwestycja PKP na Woli

Pod rządami PiS na kolei zaczęła się karuzela zmian, kolejni urzędnicy spadali ze stanowisk. Dotyczyło to też osób odpowiedzialnych za remont linii obwodowej, który zaczął się w marcu 2017 r. i miał się skończyć po roku. Pociągi wrócą jednak dopiero w najbliższą (wyborczą) niedzielę 21 października, czyli siedem miesięcy po terminie.

Mimo całkowitej wymiany torów będą się wlec tylko 60 km na godz., a kursów ma być zaledwie 40 dziennie w jednym kierunku (czyli dwa, góra trzy na godzinę). W dodatku wkrótce zacznie się ich odwoływanie, bo wbrew zapowiedziom nie wybudowano nowego przystanku Warszawa Powązki. Prace przy nim przeciągną się do 2019 r. i wymagają zamykania torów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej