MICHAŁ KEMPA: Ma być na śmiesznie czy na poważnie?

Kacper Sulowski: A chcesz powiedzieć coś śmiesznego?

Jestem spragniony poważnych rozmów o polityce. Niepoważni ludzie tak mają.

Dlatego chciałeś startować na prezydenta Warszawy?

Miałem plan na pewien performance. On wciąż jest aktualny, więc nie będę ujawniał szczegółów.

Listy już zamknięte.

Myślę o pewnej interwencji w życie publiczne związanej z wyborami. Gdzieś z tyłu głowy mam też plany stworzenia ugrupowania polityczno-performatywnego. Nie założę Ruchu Pięciu Gwiazd jak Beppe Grillo we Włoszech, ale taka performerska mogłaby już trochę zamieszać w obecnym systemie.

Jak Partia Przyjaciół Piwa lub Krasnoludków?

Nie chcę spalać pomysłu, więc dużo nie powiem. Ja mam taką filozofię humoru, że im jest poważniej tym śmieszniej. Polityka to w gruncie rzeczy poważna materia, wiec każdy odchył, każde odejście od tej powagi po prostu śmieszy. Stąd ten ubaw nad „Carycą Katarzyną” na posiedzeniu komisji. Taki żart w żadnych innych okolicznościach nie byłby śmieszny. Dlatego polityka to idealny background do robienia żartów. Ale background musi być prawdziwy. Dlatego ta wymyślona partia musiałaby naprawdę startować w wyborach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej