– Od pewnego czasu zauważyłam, że mój syn wraca do domu z nienapoczętym piciem i nienaruszoną kanapką – zaczyna matka piątoklasisty z SP nr 300 przy ul. Gubinowskiej 28/30. – Wszystko to, żeby nie korzystać ze szkolnej ubikacji.

Nasza czytelniczka wspomina, że wszystko zaczęło się, gdy jej syn poszedł do czwartej klasy. Wtedy to szkolne życie przeniosło się z parteru na pierwsze piętro. – W tamtejszej łazience wiele kabin po prostu nie ma drzwi. Mój syn boi się korzystać z takiej toalety. Zdarza się, że wraca do domu z bólem brzucha – kontynuuje kobieta. – Szkolna psycholog pozwoliła mu wchodzić do ubikacji przy portierni, przeznaczonej dla pracowników, ale tam, jak mówi moje dziecko, nie zawsze jest otwarte. Rozmawiałam z innymi matkami i wiem, że nie jest to problem tylko mojego syna.

W każdej szkole zdarzają się akty agresji

Wilanowską podstawówkę odwiedziłem trzy razy. W piątek w łazience na piętrze (dla klas 4-8) na sześć kabin drzwi nie miały cztery. W piątych ziała pokaźna dziura na środku, prawie na wylot. Jedne drzwi były właśnie wstawiane. Na parterze (klasy 1-3) brakowało tylko jednego kompletu. Chciałem wtedy porozmawiać z panią dyrektor, ale nie było jej w szkole. Umówiłem się więc na poniedziałek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej