Przed nami wyjątkowy rok szkolny. Po raz pierwszy od blisko 20 lat w podstawówkach będą znowu ósme klasy. Ich uczniowie to grupa, na których testowana jest reforma edukacji PiS. W zeszłym roku, zamiast pójść do gimnazjów, zostali w podstawówkach. Zaczęli naukę według nowych, pisanych w pośpiechu i przeładowanych podstaw programowych. Teraz w szkole wielu z nich czeka niemal praca na etacie, 40 godzin lekcji tygodniowo.

Zaraz potem konkurencja z ostatnim rocznikiem gimnazjalistów o miejsca w liceach i technikach. Będzie więc dwa razy trudniej je zdobyć niż zwykle.

A ponieważ brakuje nauczycieli, trudniej będzie też do rekrutacji się przygotować. I trudniej uczyć się w wielu szkołach z nauką na zmiany, gdzie lekcje będą się kończyć wieczorem.

Lekcje w kontenerach i w PGR

Część podstawówek w Warszawie jest przeładowana, bo jest ich za mało, a uczniów szkół podstawowych coraz więcej. Ostatnio uczniów przybyło dlatego, że reforma wydłużyła w podstawówkach naukę o dwa lata – teraz szkoły muszą zorganizować lekcje dla klas I–VIII, a często też zajęcia dla zerówek.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej