– Siedziałem na blokadzie mniej więcej na wysokości restauracji Frida przy Nowym Świecie. Trzymałam baner z hasłem: „Faszyzm stop”. Koleżankę policjanci wynieśli bez uszczerbku. Policjant próbował wyrwać mi baner. Ciągnął za niego. Poczułam silny ból w nadgarstku. Krzyczałam do niego, że bardzo mnie boli. Wtedy policjant jeszcze wzmocnił uścisk. Pamiętam, że miał ciemne okulary, ale najpewniej nie rozpoznam go – opowiada Justyna Butrymowicz, działaczka Warszawskiego Strajku Kobiet.

Kiedy chcą, potrafią wynosić bez bólu

W środę razem z kilkudziesięcioma innymi osobami próbowała zablokować marsz narodowców. Ustawili się na Nowym Świecie na wysokości ul. Foksal. Mieli transparenty: „Patriotyzm to nie nacjonalizm”, „Faszyzm nie przejdzie” i „Faszyści precz z naszych ulic”. Część osób była na boso. Usiedli na Nowym Świecie. Narodowcy szli w ich kierunku, skandując: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej