Najbardziej znany slogan reklamujący branżę kosmiczną brzmi „pięć euro za jedno euro”. Oznacza, że każde euro zainwestowane przez kraj w przemysł kosmiczny zwróci się pięciokrotnie. Nie w kilka lat, a raczej w kilkanaście lub kilkadziesiąt, ale nie ma wątpliwości, że przyszłość jest w kosmosie. Także więc i przyszłe zyski. Zapewne galaktyczne.

Podbój kosmosu

Astri to pierwsza firma w Polsce, której przychody w pełni pochodzą z sektora kosmicznego. Powstała w 2010 r. jako join venture Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk i globalnego potentata Airbusa. Obaj udziałowcy mają po 50 proc. Początkowo firma zatrudniała siedem osób.

Po co francuskiemu Airbusowi taka inwestycja u nas? – Jesteśmy dużym krajem i przemysł kosmiczny będzie się u nas rozwijał. Mamy naprawdę dobrych inżynierów docenianych w świecie. Pracujemy wydajnie i jesteśmy elastyczni. To się sprawdza w projektach Europejskiej Agencji Kosmicznej, które często wymagają szybkich zmian i dostosowania się – mówi Jacek Mandas, prezes Astri Polska.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej