Podtopiona barka, będąca niegdyś pływającym hotelem, już od dłuższego czasu straszy odwiedzających okolice mostu Łazienkowskiego na lewym brzegu Wisły. Od lat stoi opuszczona, w dodatku w marcu tego roku osiadła na mieliźnie i przekrzywiła się, przez co jej dolny pokład częściowo zatonął. Ostatniej soboty, między 22 a 23, stanęła w płomieniach. W akcji gaśniczej brało udział dziewięć zastępów straży pożarnej, jednak spróchniała krypa paliła się tak szybko, że zostały z niej głównie zgliszcza. Właściciel obiektu, mimo wcześniejszych wezwań do usunięcia okrętu z wiślanej mielizny, nie zrobił nic ze swoją własnością.

W biurze prasowym Komendy Stołecznej Policji usłyszeliśmy, że na miejscu byli już biegli z zakresu pożarnictwa, jednak na chwilę obecną nie wiadomo, co wywołało pożar na zaniedbanej łodzi. W niedzielę przesłuchani zostali naoczni świadkowie całego zdarzenia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej