– Mieszkam w Polsce, tu pracuję i płacę podatki. Nieraz słyszałam, że jestem ruską mordą czy banderowcem, ale od funkcjonariuszy w mundurze oczekiwałam innego traktowania – mówi Alla.

Ma skręcony nadgarstek i rękę w gipsie

Ma 32 lata. Urodziła się na Ukrainie, ma rumuński paszport. Do Polski przyjechała siedem lat temu. Skończyła zarządzanie na Politechnice Warszawskiej, pracuje jako asystentka dyrektora w firmie zajmującej się wynajmem sprzętu medycznego. Po polsku mówi płynnie, ze wschodnim akcentem.

W miniony czwartek ok. 12.30 na przystanku w pobliżu Blue City wsiadła do autobusu nr 158. – Kartę miejską doładowuję jesienią, zimą i wiosną, w lecie jeżdżę rowerem. Tego dnia miałam szpilki, laptop i torbę, więc wybrałam autobus – opowiada kobieta. – Dopiero wejście kontrolera przypomniało mi, że nie mam biletu. Chciałam go kupić w automacie, ale kiedy to zauważył, od razu podszedł i zażądał dokumentów. Kiedy zobaczył, że mam obcy paszport, zrobił się agresywny – relacjonuje Alla.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej