Kiedy w czerwcu radni dołożyli brakujące 425 mln zł, urzędnicy mogli rozstrzygnąć przetarg na projekt z budową stacji Lazurowa, Chrzanów i Poł-czyńska, prawie 4 km tuneli i bazy postojowej Mory na końcu II linii. Za 1,319 mld zł netto w cztery lata od podpisania kontraktu ma je wykonać włosko-tureckie konsorcjum Astaldi-Gülermak. Ratusz przyspieszył tę inwestycję, licząc na dodatkowe fundusze z Unii Europejskiej. Jednak od ponad półtora roku przygotowania tkwią w martwym punkcie. Wcześniejszy konkurs architektoniczny upadł po zarzutach o łatwy do odszyfrowania kod jednej z prac. Jutro ratusz będzie się zaś tłumaczyć przed Radą Warszawy z błędu urzędnika, który spowodował unieważnienie przetargu na budowę dwóch poprzednich stacji metra pod ul. Górczewską z tunelami między Wolą i Bemowem. Szybko ogłoszono nowy przetarg.

Urzędnicy spodziewali się, że w rywalizacji o końcówkę II linii chińska firma Sinohydro z nieco droższą ofertą (1,36 mld zł netto) nie da łatwo za wygraną. Chińczycy uciekli się do Krajowej Izby Odwoławczej, ale wczoraj wyszło na jaw, że dodatkowo poskarżyli się Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – To się już, niestety, staje normalną praktyką przy ważnych inwestycjach w Polsce. Problem w tym, że UOKiK potrafi takie sprawy rozstrzygać nawet dwa lata – mówi „Stołecznej” zaniepokojony urzędnik ratusza. Sinohydro twierdzi, że wybór Astaldi-Gülermak jest niekorzystny dla miasta, bo firmy te mogły startować osobno. Zawiązując konsorcjum, zmniejszyły konkurencję.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej